Strona główna
  OSM Ostrowia

Wyświetlono wypowiedzi wyszukane dla zapytania: OSM Ostrowia





Temat: Finał: Stal Rzeszów - KM Jędrzejak 57:32 ;(
Kibice z Tarnowa są z Wami całym sercem!
Ja osobiście wierze w Petera Karlssona, który nie może zawieść i nie zawiedzie.
Pewniakiami powinni być Węgrzyk i Szczepaniak, dla których zdobycie na ukrainie coś około 10 punktów to spokojny wynik. Sami zawodnicy też w to wierzą:
- Wygraliśmy pierwszy mecz i to my jesteśmy bliżej awansu. Jestem przekonany, że obronimy tę zaliczkę w Rzeszowie - stanowczo stwierdza Mariusz Węgrzyk.

Nieco bardziej powściągliwi w ocenach są inni ostrowianie. - Jestem wkurzony, jechaliśmy o ekstraligę, a traciliśmy cenne punkty. W takim meczu nie odpuszcza się, wjeżdża się tam, gdzie przez cały sezon nikt o tym nie pomyśli. Żal mi tego iloma naprawdę punktami mogliśmy wygrać, a spokojnie mogło ich być osiem - zaznacza Jędrzejak.

W podobnym tonie wypowiada się powracający do wysokiej formy Michał Szczepaniak - Czteropunktowa zaliczka to nie jest zbyt wiele. To będzie bardzo zacięty mecz, o wszystkim może przesądzić dosłownie jeden wyścig. Mamy dwa tygodnie na ostatnie poprawki w motocyklach, trzeba je dobrze spożytkować - podkreślił.
Jeśli pewną dychę dorzuci Tomasz Jędrzejak to EKSTRAKLASA jest Wasza!
Nie wiem jak jest z napięciem czy naciskami klubu na zawodników ale wydaje mi się że w Ostrowie (który raczej nie musi) presja będzie jedynie sprzymierzeńcem.
Boje się o bieg otwarcia, bo marni jacy są tacy są ale na własnym stadionie w pierwszym biegu mogą już odrobić straty i dwumecz zacznie się od drugiego biegu tak jakby od nowa.
karol baran, tomasz rempała i dariusz śledź to straszne cieniaki i są spokojnie do pyknięcia nawet przez Dyma, zupełnie najspokojniej!
Klingberg to taka wielka niewiadoma, dla którego tor w mojrzeszowie ma tyle samo zagadek co i dla zawodników ostrowskich. Zostaje jeszcze qciapa, który na swoim nieregulaminowym silniku może z rezerwami taktycznymi osiągnąć dwucyfrowy wynik.
Gorąco życzę drużynie z Ostrowa wygranej w józkolandii i w przyszłym roku pasjonujących meczy z Jaskółkami!
I na koniec pytanie: Czy może Ostrów nie organizuje sparingu w Tarnowie przed tym decydującym meczem? Zapewniam że taki ewentualny sparing czy trening pomógłby każdemu z ostrowskich zawodników w zdobyciu chociaż jednego punktu więcej do swojego ligowego dorobku.
Trzymamy mocno za Ostrów kciuki!!!!






Temat: Ręce precz od ... kasy kościoła
Rzeczoznawcy ukarani

Sprawa zaniżenia wyceny ziemi dla elżbietanek

Ostrymi karami zawodowymi ukarani zostali rzeczoznawcy, którzy wyceniali wartość gruntów przyznanych zakonnicom elżbietankom w Białołęce przez kościelno-państwową Komisję Majątkową. Karę wymierzyła im komisja odpowiedzialności zawodowej przy Ministerstwie Infrastruktury. Podkreśliła ona, że ukarani rzeczoznawcy są doświadczonymi fachowcami i nie sposób było uznać ich decyzje za skutek braku doświadczenia czy pomyłkę. Tym samym komisja ministerialna potwierdziła ocenę dokonaną przez Komisję Arbitrażową Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych.

Wynajęci przez zakonnice dwaj rzeczoznawcy wycenili wartość 47 ha na 30,7 mln zł, choć władze dzielnicy Białołęka alarmowały, że warte są one 240 mln zł, czyli osiem rasy więcej. Także Agencja Nieruchomości Rolnych zakwestionowała wycenę. Grunty te zakonnice szybko sprzedały podejrzanemu o kontakty ze światem przestępczym, niejakiemu Stanisławowi M. Znanym ze skuteczności pełnomocnikiem zakonnic był były funkcjonariusz SB Marek Piotrowski.

Wiceburmistrz Białołęki Piotr Smoczyński, który określił całą sprawę jako jeden wielki przekręt także uważa, że rzeczoznawcy świadomie zaniżyli wartość. Władze dzielnicy uznały przekazanie działki zakonnicom za niegospodarność i zawiadomiły warszawską prokuraturę okręgową. Jej rzecznik Mateusz Martyniuk stwierdził, że decyzja komisji nie pozostaje bez znaczenia dla śledztwa''.

Czy Białołęk było więcej?

Informację o ukaraniu nierzetelnych rzeczoznawców znalazłem tylko w weekendowej Gazecie Stołecznej'', a powinna się ona znaleźć na pierwszych stronach gazet ogólnopolskich. Gdyby bowiem odpowiednie komisje zbadały wszystkie decyzje podjęte do tej pory przez osławioną kościelno–państwową Komisję Majątkową, mogłoby się okazać, że to wierzchołek góry lodowej i takich Białołęk było znacznie więcej. Gdyby nie godna szacunku determinacja takich osób jak wiceburmistrz Smoczyński, sprawa być może pozostała by pod korcem. Rzecz w tym, że wszyscy, który ośmielali się w minionym 20-leciu poddawać w wątpliwość mechanizm rewindykacji majątków kościelnych, traktowani byli jak wichrzyciele, wrogowie narodu i świętej wiary katolickiej. A kto wie, ile podobnych decyzji podjęto w atmosferze serwilizmu i obrzydliwego służalstwa, jaka panowała w tym okresie w Polsce? Tymczasem ciągle czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie legalności niektórych przepisów, na podstawie których działa Komisja Majątkowa. Wniosek w tej sprawie złożyła Lewica.

No i bardzo dobrze






Temat: PN NA DOSTAWĘ MLEKA PRZETWORÓW MLECZAERSKICH ORAZ SERÓW
OGŁOSZENIE
W MYŚL ART.92 UST.2 USTAWY PRAWO ZAMÓWIEŃ PUBLICZNYCH DOTYCZĄCE PRZETARGU NIEOGRANICZONEGO NA DOSTAWĘ MLEKA ,PRZETWORÓW MLECZARSKICH ORAZ SERÓW
(nr sprawy: ŻYWN/468/2007)

Informuję, iż w wyniku otwarcia ofert w przetargu nieograniczonym na dostawę mleka, przetworów mleczarskich oraz serów jako najkorzystniejsze i spełniające warunki siwz wybrano oferty nw Wykonawców:
1/ Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Łowiczu - Zakład Mleczarski w Toruniu ul. Chrobrego 64/80,87-100 TORUŃ
- w zakresie części 1 z ceną brutto zamówienia: 347 066,27 zł (słownie: trzysta czterdzieści siedem tysięcy sześćdziesiąt sześć złotych 27/100);
- w zakresie części 2 z ceną brutto zamówienia: 222 806,10 zł (słownie: dwieście dwadzieścia dwa tysiące osiemset sześć złotych 10/100);
- w zakresie części 3 z ceną brutto zamówienia: 361 241,60 zł (słownie: trzysta sześćdziesiąt jeden tysięcy dwieście czterdzieści jeden złotych 60/1400);
- w zakresie części 5 z ceną brutto zamówienia: 49 252,10 zł (słownie: czterdzieści dziewięć tysięcy dwieście pięćdziesiąt dwa złote 10/100);
- w zakresie części 7 z ceną brutto zamówienia: 29 262,36 zł ( słownie: dwadzieścia dziewięć tysięcy dwieście sześćdziesiąt dwa złote 36/100);
- w zakresie części 8 z ceną brutto zamówienia: 205 884,05 (słownie: dwieście pięć tysięcy osiemset osiemdziesiąt cztery złote 05/100);
-w zakresie części 9 z ceną brutto zamówienia: 65 783,60 zł (słownie: sześćdziesiąt pięć tysięcy siedemset osiemdziesiąt trzy złote 60/100);
- w zakresie części 12 z ceną brutto zamówienia: 63 219,88 zł (słownie: sześćdziesiąt trzy tysiące dwieście dziewiętnaście złotych 88/100);
- w zakresie części 13 z ceną brutto zamówienia: 17 227,00 zł (słownie: siedemnaście tysięcy dwieście dwadzieścia siedem złotych 00/100);
2/ „AGOLMA” Hurt, Detal, Wydawnictw, Reklama Szumska Barbara ul. Ulowa 12 a, 54-074 WROCŁAW
- w zakresie części 4 z ceną brutto zamówienia: 67 999,58 zł (słownie: sześćdziesiąt siedem tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć złotych 58/100);
- w zakresie części 6 z ceną brutto zamówienia: 198 204,66 zł (słownie: sto dziewięćdziesiąt osiem tysięcy dwieście cztery złote 66/100);
- w zakresie części 10 z ceną brutto zamówienia: 79 543,80 zł (słownie: siedemdziesiąt dziewięć tysięcy pięćset czterdzieści trzy złote 80/100);
3/ Polski Przemysł Mięsny i Drobiarski „MAT’ S.A ul. Nad Torem 2, 86-300 GRUDZIĄDZ
- w zakresie części 11 z ceną brutto zamówienia: 30 762,50 zł ( słownie: trzydzieści tysięcy siedemset sześćdziesiąt dwa złote 50/100).
Poniżej przedstawiam streszczenie oceny i porównania złożonych ofert:

Firma (nazwa) lub nazwisko oraz
adres wykonawcy Liczba punktów w kryterium cena
OKRĘGOW ASPÓŁDZIELNIA MLECZARSKA W ŁOWICZU
ZAKŁAD MLECZARSKI W TORUNIU
UL. Chrobrego 64/ 80
87-100 TORUŃ
CZ 1- 100,00
CZ 2 – 100,00
CZ 3- 100,00
CZ 4- 96,90
CZ 5 – 100,00
CZ 6- 97,13
CZ 7- 100,00
CZ 8- 100,00
CZ 9- 100,00
CZ 10 – 88,24
CZ 11- 96,64
CZ 12- 100,00
CZ 13-100,00

AGOLMA”
HURT DETAL
WYDAWNICTWO, REKLAMA
Szumska Barbara
Ul. Ulowa 12 a
54-074 WROCŁAW
CZ 1- 93,57
CZ 2 – ------
CZ 3- 96,97
CZ 4- 100,00
CZ 5 – ------
CZ 6- 100,00
CZ 7- -------
CZ 8- 93,98
CZ 9- --------
CZ 10 – 100,00
CZ 11- -------
CZ 12- 98,92
CZ 13---------

POLSKI PRZEMYSŁ MIĘSNY I DROBIARSKI
„MAT” S.A
UL. Nad Torem 2
86-300 GRUDZIĄDZ
CZ 1- 82,22
CZ 2 – 79,61
CZ 3- 88,89
CZ 4- 88,89
CZ 5 – 92,29
CZ 6- 94,57
CZ 7- 78,18
CZ 8- 77,63
CZ 9- 77,35
CZ 10 – 91,30
CZ 11- 100,00
CZ 12- 784,97
CZ 13-86,42

SPOLDZIELNIA OBROTU TOWAROEGO
PRZEMYSŁU MLECZARSKIEGO
SOT
UL. HANDLOWA 4
15-959 BIAŁYSTOK
cZ 1- 68,91
CZ 2 – 67,40
CZ 3- ---------
CZ 4- 55,76
CZ 5 – 54,75
CZ 6- 85,20
CZ 7- 71,67
CZ 8- 75,40
CZ 9- 74,86
CZ 10 – 68,18
CZ 11- 74,68
CZ 12- 71,24
CZ 13-72,92

DOWÓDCA

cz. p. o. ppłk ANDRZEJ SZPONAR

Wrocław 06.12.2007r.



Temat: Radostowa

Mleczarnia "Radostowa" uratowana

Ziemowit Nowak, 09-06-2006

W środę powstało Przedsiębiorstwo Wielobranżowe "Radostowa". Jego założyciele zamierzają uratować najstarszą kielecką spółdzielnię mleczarską i kontynuować produkcję serków, jogurtów i kefirów.

Okręgową Spółdzielnię Mleczarską "Radostowa" uratował polski, a dokładnie kielecki kapitał. W środę do Krajowego Rejestru Sądowego zostało wpisane Przedsiębiorstwo Wielobranżowe "Radostowa", co finalizuje likwidację spółdzielni.

W ostatnich latach jej się nie wiodło. Jak wylicza likwidator spółdzielni Jacek Kluźniak, od 2000 roku produkcja przynosiła straty. W 2005 roku - około 800 tys. zł. Ubiegłoroczny bilans udało się nieco podratować dzięki sprzedaży nieruchomości za 600 tys. zł, ale nie bardzo jest jeszcze co sprzedawać. W najlepszych latach spółdzielnia skupowała 100 tys. litrów mleka dziennie przy zatrudnieniu 300 osób. Teraz pracuje tam 103 pracowników, a spółdzielnia przerabiała tylko 10 tys. litrów mleka. Produkcja była tak niska, że zaprzestano wyrobu kefiru, bo nie opłacało się robić zaczynu.

W marcu tego roku najpierw rada nadzorcza, a potem zgromadzenie spółdzielców zdecydowało o likwidacji spółdzielni i sprzedaży jej majątku prywatnej spółce Fachowiec z Kielc. Głównym jej udziałowcem jest Stanisław Bosak, właściciel hurtowni artykułów spożywczych Magnat przy ul. Rolnej. Pieniądze ze sprzedaży spółdzielni pójdą na zaspokojenie wypłat i odpraw dla zwalnianych pracowników (ponad 1 mln zł), spłatę zobowiązań i pokrycie części wartości udziałów spółdzielców. - Jeszcze nie wiem, ile zostanie dla spółdzielców, może to być od 30 do 70 proc., ale na pewno nie 100 proc. - zastrzega Kluźniak.

Spółdzielnia miała aż 4046 członków, z których zdecydowana większość to dostawcy mleka. Dla nich od gotówki ważniejsze jest zapewnienie odbioru mleka. I nowa firma dała im takie gwarancje. PW "Radostowa" ma utrzymać produkcję wyrobów mlecznych. Zamierza też inwestować. Z naszych informacji wynika, że warunki w dotychczasowej hali produkcyjnej nie odpowiadają normom unijnym i produkcja ma tylko tymczasowe zezwolenie sanepidu. Niewykluczone, że taniej będzie postawić nową halę, niż remontować starą.

Jarosław Bisiński, prezes spółki Fachowiec, niechętnie mówi o inwestycjach. - Proszę mnie zrozumieć, konkurencja nie śpi. Chcemy rozwijać zakład, żeby stał się dumą Kielc. Mamy ambitne plany. Wymaga to oczywiście dosyć dużo inwestycji, nakładów. Ale dzięki nam byli spółdzielcy będą mogli nadal sprzedawać mleko, bo to źródło ich utrzymania - mówi.

Ile osób znajdzie pracę w nowej mleczarni? - Na odpowiedź jeszcze za wcześnie - odpowiada.

Na razie około połowa załogi jest na przymusowych urlopach, ale produkcja nie została zatrzymana.

Przed nową firmą wyboista droga. Tym bardziej że kierownictwo czekają jeszcze spotkania z prokuratorami. Były prezes OSM "Radostowa" złożył doniesienie o niegospodarności, z kolei przeciwko niemu doniesienie złożył likwidator spółdzielni. Kilku pracowników poskarżyło się również na łamanie ich praw, m.in. do urlopu.

Wiekowa mleczarnia
OSM "Radostowa" powstała w 1924 roku w Mąchocicach Kapitulnych, niedawno obchodziła swoje 80-lecie. Nazwa pochodzi do góry, u podnóża której stał pierwszy zakład, działający przed wybuchem II wojny światowej. W 1945 spółdzielnia reaktywowała działalność w budynku przy ul. Solnej, do czasu wybudowania, na początku lat pięćdziesiątych, nowego zakładu przy ul. Górnej, który służy do dzisiaj. W najlepszych latach miała ponad cztery tysiące dostawców z okolic Kielc i wytwarzała 30 różnych produktów, takich jak mleko, sery, śmietany, jogurty, kefiry oraz serki homogenizowane.




Temat: Stal Ostrów Wlkp. 2008/2009
Znaczne odmłodzenie składu - to cel Stali-Atlas Ostrów Wlkp. na najbliższy sezon. Trener Andrzej Kowalczyk nie chce podawać nazwisk nowych zawodników. - Bo konkurencja nie śpi - mówi. My jednak je znamy.
Stal nie podpisała nowej umowy sponsorskiej z firmą Atlas, ale jest jej blisko. Z naszych informacji wynika, że rozmowy zmierzają ku końcowi. - Uzgodniliśmy kolejne szczegóły. Lada chwila wszystko się wyjaśni - mówi trener Andrzej Kowalczyk.

Szkoleniowiec Stali kompletuje też skład. Wprawdzie Kowalczyk nie chce ujawnić nazwisk zawodników, z którymi negocjuje umowy, ale do kilku z nich udało nam się dotrzeć.
W nowym sezonie, który rozpocznie się pod koniec września, trójkę rozgrywających ostrowskiej drużyny stanowić mają: Amerykanin Lonnie Cooper, a także dwaj Polacy: reprezentant kraju Krzysztof Szubarga oraz Tomasz Ochońko. Szczególnie z Szubargą, który już wcześniej miał grać w ostrowskim zespole, szkoleniowiec Atlasu wiąże spore nadzieje. Tym bardziej że Kowalczyk nie kryje, iż ma w planach budowę perspektywicznego zespołu, który z małymi korektami będzie grał dla ostrowskich kibiców przez co najmniej dwa sezony. Krzysztof Szubarga ma 24 lata i jest wychowankiem Noteci Inowrocław. W poprzednim sezonie grał w warszawskiej Polonii, teraz znajduje się w kadrze narodowej.

Pierwszym rozgrywającym w Ostrowie będzie jednak Lonnie Cooper. Amerykanin jest doświadczonym 32-letnim zawodnikiem, który w poprzednim sezonie występował w ekstraklasie rosyjskiej w Nowosybirsku, a wcześniej także w tak uznanych klubach jak Pau Orthez czy Olimpia Mediolan. W Rosji średnio zdobywał osiem punktów i notował pięć asyst. Ma w karierze wiele spotkań rozegranych w europejskich pucharach, w tym także w Eurolidze.

Najmłodszym z tego grona jest Tomasz Ochońko, który ma 22 lata i poprzedni sezon spędził w pierwszoligowym Big Starze Tychy. Wcześniej Ochońko był zawodnikiem warszawskiej Polonii.

Kolejnym zawodnikiem ostrowskiego zespołu ma być skrzydłowy Łukasz Majewski. Ten 26-letni zawodnik przygodę z koszykówką rozpoczynał w AZS Radom. W ekstraklasie zadebiutował dwa lata temu w barwach Znicza Jarosław. W minionym sezonie z powodzeniem grał w Polpharmie Starogard Gdański.

Jak udało nam się dowiedzieć, zawodnikiem Stal ma też zostać środkowy Kristjan Ercegović. Chorwat ma 32 lata i mierzy 209 cm. Ercegović w polskiej lidze gra od trzech lat. W 2005 r. debiutował w barwach Astorii Bydgoszcz, później grał w Polpharmie, natomiast w poprzednim sezonie był zawodnikiem Górnika Wałbrzych.

Na liście życzeń Kowalczyka znajduje się także Łukasz Wichniarz, grający w minionym sezonie w Górniku Wałbrzych. Stal złożyła też ofertę rozgrywającemu Politechniki Poznań Tomaszowi Smorawińskiemu. W ciągu paru dni okaże się, gdzie zagra ten koszykarz, bo trener Eugeniusz Kijewski również widzi dla niego miejsce w składzie poznańskiej ekipy. Tym bardziej że Smorawiński miałby gwarancję występów w drugiej kwarcie, gdy na parkiecie musi przebywać młody polski koszykarz.

W Ostrowie ma również pojawić się wychowanek Stali Tomasz Cielebąk. Ten silny skrzydłowy, który w minionym sezonie grał w Polpharmie, ma zastąpić Marcina Srokę.

Z kolei raczej pewna wydaje się gra w Atlasie ikony ostrowskiej koszykówki Wojciecha Szawarskiego. Lider Stali nie narzeka na brak innych ofert, ale właśnie w Ostrowie świętował swoje największe sportowe sukcesy. Dodatkowym atutem przemawiającym za pozostaniem tego zawodnika jest to, że jego żona pracuje w jednym z ostrowskich banków.

Na liście Kowalczyka znajdują się również dwaj kolejni zagraniczni zawodnicy. Jednym z nich jest znany w Polsce Patryk Okafor oraz serbski center Dimitrij Macic.

Kowalczyk nie chce potwierdzić tych nazwisk. - Działam w koszykówce od kilkunastu lat. Niejednokrotnie bywało tak, że w momencie kiedy inne kluby dowiadywały się, z jakimi zawodnikami rozmawiamy, starały się nam ich podkupić - mówi.

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań



Temat: Bezrobocie
Lokomotywa dla Zawidawia

Piotr Walczak 2007-08-06, ostatnia aktualizacja 2007-08-06 17:53

Realizowany od dwóch lat program Partnerstwo dla Zawidawia to pierwszy we Wrocławiu projekt, który aktywizuje mieszkańców poprzemysłowych przedmieść
Zawidawie to obszar Wrocławia na północny wschód za Widawą. Na osiedlach Kłokoczyce, Zakrzów, Psie Pole, Pawłowice i Zgorzelisko mieszka blisko 40 tys. ludzi. Dawniej na tym terenie działały wielkie zakłady przemysłowe, jak Polar, Hydral, Stolbud i Browar Zakrzów. W latach 90. dwie pierwsze firmy znacznie ograniczyły zatrudnienie, a dwie następne splajtowały. Wielu mieszkańców osiedla straciło pracę i rozsypała się wcześniej zżyta lokalna społeczność. Scementować utracone więzi oraz pomóc w znalezieniu pracy ma program Partnerstwo dla Zawidawia. Peryferie Lokomotywą dla Wrocławia.

Pomysł powstał jesienią 2003 r., jednak pozyskiwanie regionalnych partnerów i przede wszystkim pieniędzy z Unii Europejskiej trwało niemal rok. Organizatorom udało się zdobyć osiem milionów złotych. 75 procent wyłożyła Unia w ramach programu EQUAL, pozostałą część strona rządowa.

- Chcemy na nowo zintegrować społeczność, odbudować zerwane więzi oraz pomóc mieszkańcom Zawidawia w znalezieniu pracy - opowiada Jolanta Ostrowska, kierownik i pomysłodawca projektu. Do wspólnej pracy udało się jej namówić gminę Wrocław, firmę szkoleniową Point, NSZZ Solidarność i Szkołę Wyższą Psychologii Społecznej, która zdiagnozowała potrzeby i warunki życia zawidawian.

- Początkowo ludzie nieufnie podchodzili do naszego przedsięwzięcia. Trudno było kogoś zmobilizować do działania - mówi Jolanta Ostrowska. - Teraz w organizacji pracuje 20 osób, a współpracuje z nią kolejnych 20.

Organizatorzy podkreślają, że dużo dała obecność na festynach. Tam mieszkańcy bezpośrednio poznawali pracowników programu. Pomogli także księża, którzy w swoich parafiach informowali o możliwości uzyskania porad u pracowników przedsięwzięcia. Osoby, które chcą włączyć się do akcji i wiedzą, komu można pomóc, zostają liderami środowiskowymi. Przeważają wśród nich księża, nauczyciele, bibliotekarze i opiekunowie świetlic.

- Wydajemy bezpłatny miesięcznik "Zawidawieści", tworzony przez i dla mieszkańców, organizujemy kiermasz podręczników szkolnych, chcielibyśmy, żeby tak jak w centrum zagościł u nas krasnal - wylicza Bożena Sobiech z programu Partnerstwo dla Zawidawia.

Od początku działania programu 150 osób znalazło pracę, a niemal 200 wzięło udział w różnych kursach. Jednak to nie liczby, ale poprawa losu poszczególnych osób cieszy organizatorów najbardziej. Na przykład Czesław Rachubka - od kilku lat bezrobotny, teraz skończył kurs językowy, komputerowy, przedsiębiorczości i księgowości. Zamierza otworzyć własną działalność gospodarczą. - Zacząłem wierzyć, że mogę stać się jeszcze pożyteczny - mówi.

Każdy, kto mieszka na Zawidawiu i chciałby skorzystać ze szkoleń, pomocy doradcy zawodowego lub porozmawiać o swoich problemach, może przyjść do punktu informacyjnego w budynku Avii przy ul. Bierutowskiej 2 (od poniedziałku do piątku w godz. 9-17) lub skontaktować się z organizatorami pod nr. 0 71 796 37 87.

Program potrwa do marca 2008 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4369447.html



Temat: Newsy 2008
Niższe podatki to mniejsze budżety miast

Katarzyna Ostrowska 30-07-2008, ostatnia aktualizacja 30-07-2008 04:37

Dochody metropolii w przyszłym roku nie wzrosną, więc trzeba będzie ciąć wydatki. Powody to m.in. wprowadzenie ulgi na dzieci, zmiana skali podatkowej oraz coraz wyższe wpłaty na tzw. janosikowe.

To, co dobre dla podatnika, nie zawsze musi być dobre dla samorządu. – Nasze sny o potędze się nie ziszczą, gdy dalej tak będzie. Zabraknie pieniędzy na nasz rozwój – mówią jednym głosem włodarze polskich miast. Wprowadzane i planowane zmiany w systemie podatkowym (ich budżety zasila część podatków płaconych przez mieszkańców i zarejestrowane w nich firmy) sprawiają, że ich dochody maleją.

Już w tym roku metropolie odczują skutki wprowadzenia ulgi na dzieci. Tylko osiem dużych miast: Białystok, Gdańsk, Katowice, Lublin, Poznań, Szczecin, Warszawa i Wrocław – jak wynika z szacunków – stracą z tego tytułu ponad 800 mln zł. W przyszłym roku ta kwota ma być co prawda nieco niższa i wynieść 630 mln zł, ale w kolejnych latach będzie rosnąć.

Od przyszłego roku miasta dodatkowo odczują zmianę skali podatkowej. I będzie to jeszcze dotkliwsza strata. Tylko w 2009 r. ubytek w ich kasach wyniesie prawie 1,2 mld zł. W 2011 r. kwota ta wzrośnie do prawie 2 mld zł. Równocześnie rośnie tzw. janosikowe, czyli rodzaj haraczu bogatych samorządów na rzecz biednych. W ten sposób wyrównywane są dysproporcje między regionami w Polsce. Ale według samorządowców janosikowe karze aktywnych, a promuje, nie mobilizując do działania, biernych. – Z wyliczeń wynika, że w przyszłym roku na janosikowe Warszawa będzie musiała wydać o 30 proc. więcej niż w tym, tj. ponad 1 mld zł, przy wyliczonej stracie rzędu 0,9 mld zł z tytułu zmian w PIT. W kolejnych latach strata się pogłębi – mówi Mirosław Czekaj, skarbnik Warszawy.

Osiem miast skupionych w Unii Metropolii Polskich wpłaci w tym roku w ramach janosikowego w sumie nieco mniej niż 1 mld zł, w następnym roku będzie to 1,3 mld zł. Mirosław Czekaj przekonuje, że przy braku rekompensat ubytku dochodów i nieuwzględnianiu specyfiki Warszawy jako stolicy – brak finansowania w formie dotacji celowych z budżetu państwa do ustawowo zleconych zadań stołecznych – w następnych latach konieczne będzie obniżenie wydatków bieżących. Czeka to zresztą także inne miasta. Możliwe, że zaczną też ograniczać bardzo ważne wydatki inwestycyjne.

– W przyszłym roku nie będzie wzrostu dochodów i wydatki bieżące będą musiały być ograniczone – zapowiada Czekaj. To samo przyznają inni.

– Nasze dochody maleją, a koszty bieżące rosną bardzo szybko, choćby te dotyczące płac czy utrzymania obiektów. Lata 2010 – 2012, gdy samorządy będą potrzebować najwięcej pieniędzy, będą najbardziej katastrofalne – uważa Danuta Kamińska, skarbnik Katowic.

Jak zaznacza, wpływy z PIT to ponad 30 proc. dochodów bieżących Katowic. Podobnie jest w innych miastach. – Dla budżetu centralnego wpływy z PIT stanowią 17 proc. i ewentualne ubytki rekompensuje sobie z VAT. My nie mamy takiej możliwości. Wpływy z podatków i opłat lokalnych rosną zgodnie z inflacją. A koszty kredytów zwiększają się – ocenia Kamińska.

Warszawa, płacąca najwyższą daninę na rzecz biedniejszych samorządów, od dawna walczy o zawieszenie wpłat janosikowego do budżetu. Inni chcą choćby zmniejszenia jego skali.

Ratunkiem dla samorządów może być też zwiększenie ich udziału procentowego w PIT i CIT. Można także wprowadzić udział samorządów w akcyzie i VAT, a choćby rozważyć pełen zwrot VAT od inwestycji realizowanych przez samorządy. Zwiększona mogłaby być także część równoważąca subwencji ogólnej.

Pomysłów nie brakuje. Czy za nimi pójdą chęci? – Ministerstwo powinno uczciwie spojrzeć na budżety samorządów – uważa skarbnik Katowic.

Rzeczpospolita



http://rp.pl/artykul/5,169489.html



Temat: WYBORY 2007

Źródło: Gazeta Malborska

Walczą o miejsce w parlamentarnych ławach

POWIAT MALBORSKI.
Wybory do Sejmu i Senatu coraz bliżej. Na listach kandydatów znalazło się sporo nazwisk mieszkańców z naszego terenu. Zapewne większość z nich będzie starało się zyskać zaufanie miejscowych wyborców.

Samorządowcy, przedstawiciele administracji, przedsiębiorcy, a także doświadczeni posłowie – każdemu marzy się miejsce w parlamencie. Znamy już nazwiska osób, które zabiegają o to, by postawić krzyżyk przy ich nazwisku. Przypominamy, że mieszkańcy powiatu malborskiego wybierają kandydatów w okręgu wyborczym nr 25, w którym do Sejmu wejdzie łącznie 12 posłów.

Powiatowa piętnastka

Najwyżej na listach w okręgu gdańskim znalazł się Waldemar Lamkowski, wójt gminy Lichnowy, którego Komitet Wyborczy Polskiego Stronnictwa Ludowego umieścił na drugim miejscu. Szóste miejsce na liście ludowców zajmuje Tadeusz Biliński, wójt Miłoradza. Poparcie PSL zdobyły także dwie kobiety z naszego powiatu: Grażyna Sochacka, szefowa nowostawskiego Agape (16 miejsce) i Danuta Zalewska, która w ubiegłej kadencji sprawowała urząd wójta gminy Malbork (20 miejsce).

Sporo kandydatów z powiatu malborskiego znalazło się także na listach Komitetu Wyborczego Samoobrona Rzeczpospolitej Polskiej. Stawkę otwiera Małgorzata Ostrowska z Dębiny, która znalazła się siódmym miejscu. Tuż za nią, z numerem osiem, kandyduje przedsiębiorca Zbigniew Kolor z Malborka. To jeszcze nie koniec, bo pod numerem 10 startuje Andrzej Jaworski z Nowego Stawu, na miejscu 11. – Janusz Ryś z Kamionki, na 15. – Stanisław Serwin z Trępnów, a na 19. – Adam Kuliński, przedsiębiorca z miejscowości Parwark.

Za to komitet Wyborczy Lewica i Demokraci SLD+SDPL+PD+UP postawił na kobiety z powiatu malborskiego. Czwarte miejsce na liście zajmuje Małgorzata Ostrowska, najbardziej doświadczona parlamentarzystka z naszego terenu. 21 miejsce zajmuje Maria Okupna, nowostawska radna.

Drugi malborski poseł, Tadeusz Cymański, kandyduje z listy Komitetu Wyborczego Prawa i Sprawiedliwości, który umieścił jego nazwisko na trzecim miejscu. To jedyny mieszkaniec powiatu malborskiego, który startuje z poparciem PiS.

O miejsce w parlamentarnych ławach zabiega także Mirosław Czapla, starosta malborski, którego Komitet Wyborczy Platformy Obywatelskiej RP umieścił na siódmym miejscu listy kandydatów. Posłanką PO chce również zostać Aleksandra Woron z Malborka (19 miejsce).

Pierwszy senator?

W Senacie zagwarantowane są trzy miejsca dla kandydatów z okręgu gdańskiego. Walczy o nie dziewięć osób. Na liście tej znalazł się również jeden Malborczyk. Michał Kubach, radny sejmiku samorządowego województwa pomorskiego poprzedniej kadencji, przez lata związany z Agencją Nieruchomości Rolnych startuje z listy Komitetu Wyborczego Lewica i Demokraci SLD+SDPL+PD+UP. Jeśli wygra, gród nad Nogatem miałby swego pierwszego reprezentanta w izbie wyższej parlamentu.

Autor: (AMS)




Temat: DRUŻYNA FUTBOLU AMERYKAŃSKIEGO - RED BULLS
www.redbulls.pl

w Luboniu istnieje drużyna futbolu amerykańskiego RED BULLS która bierze udział w regularnych rozgrywkach w II lidze.

październik/listopad 2007 – pierwsze treningi

grudzień 2008 – oficjalne rozpoczęcie działalności Klubu Sportowego RED BULLS Luboń

grudzień/styczeń 2008 – akcja ulotkowa oraz rekrutacje, mamy 10 nowych zawodników

styczeń 2008 – występujemy na WOŚP w Luboniu, rozpoczynamy regularne treningi na sali gimnastycznej gimnazjum nr 44 w Poznaniu, rozpoczynamy współpracę z firmą GRUPA OSIEM CZWARTYCH (marketing, reklama), zostaje opracowany znak graficzny zespołu oraz przygotowany projekt strojów na sezon 2008

luty 2008 – przeprowadzamy kolejne rekrutacje i treningi przygotowujące do sezonu

marzec 2008 – potwierdzamy start w II lidzie Futbolu Amerykańskiego, trafiamy do dywizji zachodniej razem z klubami Bielwa Owls, 1.KFA Fireballs Wielkopolska, oprócz tego czekają nas 2 mecze z zespołami z pozostałych dywizji Mustangs Płock (dywizja północna) i Kraków Knights (dywizja południowa)

kwiecień 2008 – wchłaniamy zawodników z drużyny OSTRÓW ISLANDERS, otwieramy oddział naszego klubu w Ostrowie Wielkopolskim (obecnie trenuje tam 20 osób), rozgrywamy pierwszy sparing z drużyną WILD BEARS SŁUPSK

maj 2008 – organizujemy pokaz podczas dni LUBONIA, rozgrywamy pierwszy mecz ligowy (z drużyną Mustangs Płock)

czerwiec 2008 – rozgrywamy mecz ligowy (z drużyną Bielwa Owls)

lipiec 2008 – rozgrywamy mecz ligowy (z 1.KFA Fireballs Wielkopolska), tworzymy stronę www dla zawodników, rozpoczynamy współpracę z sklepem z sprzętem do futbolu amerykańskiego – FIRST DOWN US SPORTS w niemczech, odbywa się obóz treningowy w Darłówku

sierpień 2008 – rozgrywamy pierwszy po przerwie wakacyjnej mecz ligowy (z 1.KFA Fireballs Wielkopolska), wchłaniamy część zawodników z drużyny Kościan TOWERS, udaje się pozyskać sonsora dla klubu – firmę MIKSTOL

wrzesień 2008 – rozgrywamy mecz (z Bielwa Owls), rozgrywamy kolejny mecz (z Kraków Knights), przygotowujemy rekrutację do drużyny (odbywa się w Poznaniu)

październik 2008 – rozpoczynamy pracę nad naszą stroną www (koniec prac przewidziany na początek 2009), znak graficzny zespołu przechodzi lekki lifting, zostają zaprojektowane stroje na następny sezon rozgrywek

listopad 2008 – otwieramy sekcję RED BULLS cheerleaders, rozgrywamy mecz sparingowy z I ligowym zespołem DEVILS Wrocław, rekrutacja do naszej drużyny (odbywa się w Poznaniu, Ostrowie Wielkopolskim i Kościanie), oficjalnie zamykamy sezon 2008, nasi zawodnicy sędziują mecz towarzyski między nowo powstałymi drużynami SCYZORY Kielce i Zabrze WARRIORS

grudzień 2008 – rozpoczynamy pierwsze treningi przygotowujące do następnego sezonu rozgrywek, rozpoczynamy współpracę z Centrum Szczęśliwego Człowieka ENERGIA, którego pracownicy będą dbać o rozwój psychofizyczny zawodników.



Temat: DRUŻYNA FUTBOLU AMERYKAŃSKIEGO - RED BULLS
Mogę się założyć że wiekszość z Państwa nie wie o tym, że w Luboniu istnieje drużyna futbolu amerykańskiego RED BULLS która bierze udział w regularnych rozgrywkach w II lidze.

W dniu 15 grudnia 2008 roku obchodziliśmy rocznicę działalności naszego klubu poniżej kilka informacji co udało nam się w tym okresie zrobić:

październik/listopad 2007 – pierwsze treningi

grudzień 2008 – oficjalne rozpoczęcie działalności Klubu Sportowego RED BULLS Luboń

grudzień/styczeń 2008 – akcja ulotkowa oraz rekrutacje, mamy 10 nowych zawodników

styczeń 2008 – występujemy na WOŚP w Luboniu, rozpoczynamy regularne treningi na sali gimnastycznej gimnazjum nr 44 w Poznaniu, rozpoczynamy współpracę z firmą GRUPA OSIEM CZWARTYCH (marketing, reklama), zostaje opracowany znak graficzny zespołu oraz przygotowany projekt strojów na sezon 2008

luty 2008 – przeprowadzamy kolejne rekrutacje i treningi przygotowujące do sezonu

marzec 2008 – potwierdzamy start w II lidzie Futbolu Amerykańskiego, trafiamy do dywizji zachodniej razem z klubami Bielwa Owls, 1.KFA Fireballs Wielkopolska, oprócz tego czekają nas 2 mecze z zespołami z pozostałych dywizji Mustangs Płock (dywizja północna) i Kraków Knights (dywizja południowa)

kwiecień 2008 – wchłaniamy zawodników z drużyny OSTRÓW ISLANDERS, otwieramy oddział naszego klubu w Ostrowie Wielkopolskim (obecnie trenuje tam 20 osób), rozgrywamy pierwszy sparing z drużyną WILD BEARS SŁUPSK

maj 2008 – organizujemy pokaz podczas dni LUBONIA, rozgrywamy pierwszy mecz ligowy (z drużyną Mustangs Płock)

czerwiec 2008 – rozgrywamy mecz ligowy (z drużyną Bielwa Owls)

lipiec 2008 – rozgrywamy mecz ligowy (z 1.KFA Fireballs Wielkopolska), tworzymy stronę www dla zawodników, rozpoczynamy współpracę z sklepem z sprzętem do futbolu amerykańskiego – FIRST DOWN US SPORTS w niemczech, odbywa się obóz treningowy w Darłówku

sierpień 2008 – rozgrywamy pierwszy po przerwie wakacyjnej mecz ligowy (z 1.KFA Fireballs Wielkopolska), wchłaniamy część zawodników z drużyny Kościan TOWERS, udaje się pozyskać sonsora dla klubu – firmę MIKSTOL

wrzesień 2008 – rozgrywamy mecz (z Bielwa Owls), rozgrywamy kolejny mecz (z Kraków Knights), przygotowujemy rekrutację do drużyny (odbywa się w Poznaniu)

październik 2008 – rozpoczynamy pracę nad naszą stroną www (koniec prac przewidziany na początek 2009), znak graficzny zespołu przechodzi lekki lifting, zostają zaprojektowane stroje na następny sezon rozgrywek

listopad 2008 – otwieramy sekcję RED BULLS cheerleaders, rozgrywamy mecz sparingowy z I ligowym zespołem DEVILS Wrocław, rekrutacja do naszej drużyny (odbywa się w Poznaniu, Ostrowie Wielkopolskim i Kościanie), oficjalnie zamykamy sezon 2008, nasi zawodnicy sędziują mecz towarzyski między nowo powstałymi drużynami SCYZORY Kielce i Zabrze WARRIORS

grudzień 2008 – rozpoczynamy pierwsze treningi przygotowujące do następnego sezonu rozgrywek, rozpoczynamy współpracę z Centrum Szczęśliwego Człowieka ENERGIA, którego pracownicy będą dbać o rozwój psychofizyczny zawodników.

Dlaczego Państwo nas nie widzą na boiskach Lubonia... no cóź... mimo tego że chcieliśmy wynająć (czytaj: zapłacić) boisko usłyszeliśmy kategoryczne NIE! Więc błąkamy się po różnych miejscowościach. Część meczy tzw. domowych rozegraliśmy w Mosinie a część w Opalenicy.
A teksty w stylu że niszczymy murawę proszę sobie wsadzić głęboko do... kieszeni. Bo graliśmy na obiektach REMESU w Opalenicy (a murawa jest tam porównywalna do murawy na stadionie Lecha) i jakoś nieczego nie zniszczyliśmy i nie wyrwaliśmy.



Temat: Wszystko o Farmutilu i Henryku Stokłosie
Ostatnio dużo sie spekulowalo na ten temat a jednak.......

Ważą się losy Stokłosy

W ciągu najbliższych kilku dni prokuratorzy prowadzący postępowanie w głośnej sprawie tzw. afery korupcyjnej w Ministerstwie Finansów podejmą decyzję dotyczącą dalszych działań związanych z osobą byłego senatora Henryka Stokłosy. Śledczy podejrzewają, że pilski biznesmen uzyskał w minionych latach wielomilionowe umorzenia podatków dzięki korupcyjnym powiązaniom z urzędnikami Ministerstwa Finansów. Choć prokuratura oficjalnie nie chce przesądzać sprawy, niewykluczone, że wystąpi z wnioskiem o aresztowanie Henryka Stokłosy. Kilka tygodni wcześniej prokuratura zwróciła się o wydanie listu gończego za innym biznesmenem, którego nazwisko pojawia się w tej sprawie - Rudolfem Skowrońskim.
- W przyszłym tygodniu biegli, którzy analizowali dokumenty księgowe i finansowe zabezpieczone w przedsiębiorstwie i biurach pana Stokłosy, przedstawią nam swoją ekspertyzę - poinformowała nas prokurator Renata Mazur, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.
Biegli, eksperci z zakresu finansów i księgowości podatkowej, analizowali rachunki, dokumenty i księgi podatkowe firm należących do byłego senatora Henryka Stokłosy, sprawdzając, czy podejrzenia prokuratorów dotyczące nieprawidłowości podatkowych i wysokich umorzeń podatków uzyskiwanych przez Stokłosę są prawdziwe. Na początku lipca br. do przedsiębiorstw, biur i pomieszczeń mieszkalnych Henryka Stokłosy, którego nazwisko od samego początku pojawiało się w aktach śledztwa dotyczącego tzw. afery korupcyjnej w Ministerstwie Finansów, weszli prokuratorzy i funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego. Zabezpieczone dokumenty zajęły kilkanaście tomów. Niespełna dwa tygodnie później identyczną operację przeprowadzono w biurze warszawskiej firmy Inter Commerce należącej do Rudolfa Skowrońskiego. Nazwisko tego biznesmena pojawia się w aktach śledztwa obok nazwiska Stokłosy - te osoby mogły uzyskiwać za łapówki nienależne umorzenia podatków. Przed kilkoma tygodniami prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o wydanie listu gończego i zgody na aresztowanie Skowrońskiego. Czy taki sam los może czekać byłego senatora Henryka Stokłosę? Prokuratura nie chce przesądzać sprawy, ale nie mówi też "nie".
- Otrzymamy raport od biegłych, będzie on w przyszłym tygodniu gruntownie analizowany i dopiero wówczas podejmiemy decyzję o dalszych czynnościach w tej sprawie i w stosunku do tego pana - powiedziała nam prokurator Renata Mazur.
Jak udało się nam nieoficjalnie ustalić, zebrane w trakcie śledztwa materiały wskazują na to, że dotychczasowe założenia prokuratorów były trafne, analiza ekonomiczna przeprowadzona przez biegłych może je zaś dodatkowo potwierdzić.

Dobrze znany prokuraturze
Firmy Stokłosy - i on sam - już w minionych latach były przedmiotem zainteresowania prokuratury, właśnie w związku z podejrzeniami nieprawidłowości podatkowych i finansowych. Jak ujawniliśmy na łamach "Naszego Dziennika", Prokuratura Rejonowa w Złotowie w 2004 r. prowadziła śledztwo w sprawie podejrzenia prania brudnych pieniędzy przez kilka firm należących do holdingu Stokłosy. Postępowanie umorzono po kilku miesiącach. W innym śledztwie poznańska prokuratura okręgowa podejrzewa, że Henryk Stokłosa i jego żona Anna narazili Skarb Państwa na stratę około 230 tys. zł, zaniżając wartość podatku. Stokłosę w tym postępowaniu obciążają zeznania księgowej Farmutilu. Po naszej publikacji prokurator krajowy Janusz Kaczmarek zapowiedział, że wszystkie dotychczas prowadzone postępowania dotyczące Henryka Stokłosy i jego przedsiębiorstw zostaną ponownie przeanalizowane, tym razem przez warszawskich prokuratorów.
W śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową Warszawa Praga, dotyczącym afery korupcyjnej w Ministerstwie Finansów, do tej pory zatrzymano osiem osób. Dziewiąta, Rudolf Skowroński, ścigana jest listem gończym. Prokuratura zwróciła się do MF z prośbą o skontrolowanie zasadności umorzeń podatków wobec 63 firm, prowadzonych, jak się dowiedzieliśmy, przez czołowych polskich biznesmenów. Po naszej publikacji prokuratura postanowiła również sprawdzić, czy przy okazji tej sprawy mogło dojść do nieprawidłowości związanych z ustawą wprowadzającą kasy fiskalne w taksówkach i późniejszym ich montowaniem.
Wojciech Wybranowski - Nasz Dziennik - 21 październik 2006




Temat: PLK
Mistrz w półfinale

W czwartym meczu ćwierćfinałowym Dominet Bank Ekstraligi AZS Koszalin przegrał z Prokomem Trefl Sopot 66:91 (27:24, 23:18, 11:29, 5:20). Sopocianie awansowali do półfinału.
Wyjazdowe zwycięstwo odniósł w Ostrowie Wlkp. ASCO Śląsk wygrywając z Atlasem Stalą Ostrów Wlkp. 71:63. W Świeciu atut własnego parkietu wykorzystał Polpak, pokonując Anwil Włocławek 78:72. W obydwu parach drużyny wyżej notowane w tabeli po sezonie zasadniczym prowadzą 2-1. W poniedziałek zostaną rozegrane czwarte mecze. W tym samym dniu odbędzie się też trzecie spotkanie między PGE Turów Zgorzelec i Kotwicą Koszalin.

W pierwszej połowie niedzielnego meczu w Koszalinie sopocianie grali chaotycznie - podobnie jak w sobotę i przegrywali po 20 minutach 42:50. Drugie dwadzieścia minut należało bezdyskusyjnie do mistrza Polski. Trzecią kwartę Prokom wygrał 29:11, a w ostatniej zdeklasował rywali (20:5). Najlepszym strzelcem zespołu z Sopotu był Milan Gurovic, który uzyskał 33 punkty, trafiając między innymi 8 na 10 prób za trzy punkty (pobił własny rekord w polskiej lidze).
Czytaj dalej REKLAMA"Kluczem była zespołowa defensywa. Graliśmy też dobrze w ataku. Osiem rzutów za trzy punkty to jeden z najlepszych moich wyników w karierze. Może w minionym sezonie w lidze serbskiej udało mi się rzucić 9 razy? Indywidualne statystki nie mają jednak znaczenia, bo ważne jest to, że dobrze grał zespół. Tylko w ten sposób możemy osiągnąć nasz cel jakim jest mistrzostwo.

W półfinale wolałbym grać z koszykarzami Anwilu, bo bardziej ich lubię, choć nie mam nic przeciw Polpakowi - nie, nie to żart. Tak naprawdę nie ma to dla nas znaczenia z kim będziemy grać w półfinale. Dla mnie ważna jest nasza forma. Mamy przewagę hali i musimy to wykorzystać" - powiedział PAP Milan Gurovic, który nie krył dobrego humoru po wygranej w Koszalinie.

Wygrana wrocławian w Ostrowie wlkp. była zasługą zawodników podkoszowych - a najbardziej duetu Oliver Stevic (13 pkt i 9 zbiórek) - Jared Homan (17 punktów i 11 zbiórek). Ostrowianie trafili co prawda 11 razy za trzy punkty (na 35 prób), ale w innych elementach ustępowali rywalom. Zawodziła szczególnie gra pod koszem gospodarzy - za dwa punkty podopieczni trenera Andrzeja Kowalczyka rzucili tylko 11 razy. Ostrowianie mieli wyraźne problemy z obroną Śląska - popełnili 16 strat.

Czwarty mecz ćwierćfinałowy:

AZS Koszalin - Prokom Trefl Sopot 66:91 (27:24, 23:18, 11:29, 5:20)
AZS Koszalin: George Reese 20, Phil Goss 14, D.J. Thompson 14, Jeff Nordgaard 10, Grzegorz Arabas 4, Mariusz Bacik 2, Christian Burns 2, Denis Korszuk 0, Rafał Stolarek 0, Przemysław Łuszczewski 0.

Prokom Trefl Sopot: Milan Gurović 33, Pape Sow 14, Donatas Slanina 12, Jovo Stanojević 8, Tomas Masiulis 6, Filip Dylewicz 6, Mustafa Shakur 6, Krzysztof Roszyk 4, Tim Kisner 2, Simonas Serapinas 0.
Stan rywalizacji do trzech zwycięstw 3-1 dla Prokomu. Mistrz Polski awansował do półfinałów.

Trzeci mecz ćwierćfinałowy:

Atlas Stal Ostrów Wlkp. - ASCO Śląsk Wrocław 63:71 (14:10, 13:20, 17:21, 19:20)
Atlas Stal Ostrów Wlkp.: Tommy Adams 24, Brandun Hughes 9, Ruben Boykin 8, Reggie Freeman 6, Marcin Sroka 5, Dawid Przybyszewski 5, Ed Cota 3, John Oden 3, Wojciech Szawarski 0.
ASCO Śląsk Wrocław: Rashid Atkins 17, Jared Homan 17, Oliver Stević 13, Kamil Chanas 6, Dominik Tomczyk 6, Andrius Giedraitis 5, Dewan Robinson 4, Bartosz Diduszko 3, Aivaras Kiausas 0.
Stan rywalizacji play (do trzech zwycięstw) 2-1 dla ASCO Śląska

Trzeci mecz ćwierćfinałowy:

Polpak Świecie - Anwil Włocławek 78:72 (24:20, 17:12, 13:19, 24:21).
Polpak Świecie: Nikola Lepojević 20, Eric Hicks 18, Marko Brkic 15, Bobby Dixon 14, Vladimir Tica 4, Chris Garner 3, Łukasz Ratajczak 2, Paweł Kikowski 2, Dion Harris 0.
Anwil Włocławek: Andrzej Pluta 20, Zbigniew Białek 14, Łukasz Koszarek 11, Alex Dunn 10, Alan Daniels 5, Bartłomiej Wołoszyn 4, Tomas Gaidamavicius 4, Vladimir Petrovic 3, Patrick Okafor 1, Wiktor Grudziński 0.

Stan rywalizacji (do trzech zwycięstw) 2-1 dla Anwilu




Temat: Skorumpowani urzędnicy

Urzędnicy, radni, mieszkańcy 29 wiosek, a nawet strażacy - cała gmina zbiera podpisy w obronie aresztowanego Andrzeja Proszkowskiego, wójta Oleśnicy. Chcą nakłonić prokuraturę, by pozwoliła mu odpowiadać z wolnej stopy

W Oleśnicy wrze od piątku. Od dnia, gdy funkcjonariusze CBA wkroczyli do Urzędu Gminy i zatrzymali osiem osób, w tym wójta, skarbnika, panią prezes jednej ze spółek komunalnych i kierownika referatu rolnictwa.

Agenci CBA wytropili, że niektóre z gminnych przetargów organizowane były tak, by najatrakcyjniejsze grunty trafiały w ręce ścisłej grupy urzędników, ewentualnie ich rodzin i znajomych.

Po przesłuchaniach wrocławska prokuratura okręgowa przedstawiła urzędnikom łącznie 18 zarzutów o charakterze korupcyjnym, m.in.: nadużycia władzy jako funkcjonariuszom publicznym w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, poświadczenia nieprawdy oraz utrudniania przetargu publicznego. Grozi za to nawet do 10 lat pozbawiania wolności.

Aresztowano tylko wójta Andrzeja Proszkowskiego i Halinę W., prezes spółki komunalnej. Pozostali wrócili nie tylko do domów, ale i do pracy. - Pracujemy pełną parą, niezbędne pełnomocnictwa są przekazane - mówi Halina Bąk, sekretarz gminy.

Ale urzędnicy postanowili: będziemy walczyć o wypuszczenie wójta. Podobnie jak cała gmina.

Halina Bąk: - Zawsze był z ludźmi i dla ludzi. Teraz oni się wstawiają za nim.

Aleksandra Sieruga, przewodnicząca rady gminy: - Nie chcemy osądzać, czy jest winny czy nie, od tego jest sąd. Ale to starszy, schorowany, bardzo zasłużony człowiek. Całe życie poświęcił tej gminie. Nie powinien być w areszcie, gwarantujemy, że stawi się na każde wezwanie.

Andrzej Proszkowski ma 61 lat. Jest wójtem Oleśnicy nieprzerwanie od 17 lat, już piątą kadencję. W przedostatnich wyborach miał tylko jednego rywala, który zdobył zaledwie kilkadziesiąt głosów. W ostatnich startował już sam, poparli go prawie wszyscy głosujący.

W środę w urzędzie gminy spotkali się radni i jednogłośnie podjęli decyzję, że wystąpią do wrocławskiej prokuratury okręgowej o zwolnienie wójta z aresztu.

W czwartek w teren ruszyli sołtysi wszystkich 29 gminnych wiosek. Zbierają podpisy pod apelem o to, by P. odpowiadał z wolnej stopy. W tej sprawie do domów pukają też strażacy.

Barbara Zachwyc, sołtys Bogusławic: - Moja wioska ma prawie 200 mieszkańców. Przeszłam po domach. Nie wszystkich zastałam, ale pod wnioskiem będzie prawie komplet podpisów. Wszyscy dorośli ręczą za wójta.

Zachwyc opowiada, jak krok po kroku, przez lata urzędowania Proszkowski w zaniedbanych wsiach wybudował drogi, kanalizację, doprowadził wodę. Wioski mają oświetlenie, boiska, świetlice dla dzieci. Wójt dogląda każdego kąta, mieszkańców zna po nazwisku, a sołtysom pomaga, jak tylko może.

Do pani Zachwyc przyjechał przed południem Jacek Zawiślak, sołtys Świerzna. - Wójt to konkretny facet: jak wykonawca krzywo zrobił chodnik, a potem się migał, to wójt go ustawił do pionu. I chodnik jest prosty. U nas też wszyscy podpiszą.

Listy z wnioskiem o wypuszczenie Andrzeja Proszkowskiego z aresztu będą krążyć do piątku. Później trafią do prokuratury.
Źródło: gazeta.pl

Cóż jak na 17 lat pracy 5 kadencji zaufanie i poważanie - to wszystko zostało przyćmione skandalem, nazywam to skandal bo w sumie winę wójta orzeknie sąd, a jak nie doprzy się jego winy to i tak nic już nie zmini faktu, że skandal miał miejsce.



Temat: Profesor zatrzymany ws. nielegalnego przejmowania spółek
Profesor zatrzymany ws. nielegalnego przejmowania spółek
PAP 13:00

Właściciel firmy ochroniarskiej i profesor wyższej uczelni są wśród pięciu osób zatrzymanych przez małopolskich policjantów w związku ze śledztwem dotyczącym nielegalnego przejmowania upadających spółek.

Krakowska prokuratura, prowadząca śledztwo w tej sprawie, postawiła zatrzymanym zarzuty doprowadzenia do umyślnego bankructwa spółek, w celu uniknięcia spłaty należności wierzycielom oraz przejęcia spółek przez zorganizowaną grupę przestępczą.

Jak wynika z ustaleń prokuratury, podejrzani b. właściciele spółek płacili od 20 do 150 tys. zł członkom grupy przestępczej za przejęcie upadłej spółki. Grupa następnie rozprzedawała pozostały majątek i zacierała ślad po firmie.

Podejrzani nie przyznali się do zarzutów, ale złożyli wyjaśnienia potwierdzające ustalone przez prokuraturę fakty. Grozi im kara do pięciu lat pozbawienia wolności - powiedziała rzeczniczka krakowskiej prokuratury okręgowej, Bogusława Marcinkowska.

Śledztwo w tej sprawie dotyczy grupy, która - według prokuratury i krakowskiego CBŚ - w latach 2001-2007 przejęła w całym kraju co najmniej 300 upadających firm. Mechanizm przestępstwa polegał na wyszukiwaniu zadłużonych firm, także poprzez ogłoszenia zamieszczane w prasie, kupowaniu ich przez podstawione osoby, a następnie wyprzedaży majątku z pominięciem wierzycieli.

Kiedy wierzyciele zgłaszali się do komornika, okazywało się, że po spółce i jej majątku nie było już śladu. Nabywcy m.in. przerejestrowywali spółkę i zmieniali jej siedzibę, by utrudnić wierzycielom dochodzenie należności.

Tym sposobem uniemożliwiano wierzycielom dochodzenie ich roszczeń, a w ręce grupy wpadał majątek wielomilionowej wartości, np. sprzedawane były maszyny budowlane, samochody, wyposażenie biur itp. Ustalono już ponad tysiąc pokrzywdzonych wierzycieli.

W czasie prowadzonego śledztwa okazało się także, że niektórzy prezesi i członkowie zarządów spółek, zdając sobie doskonale sprawę z tego, że nie są w stanie spłacić wierzycieli, "sprzedawali" swe firmy przedstawicielom grupy przestępczej, płacąc im duże pieniądze za pozbycie się kłopotów.

Zarzuty w tej sprawie postawiono 25 osobom, z których osiem zostało aresztowanych. Jedna osoba poszukiwana jest listem gończym. W areszcie przebywają m.in. domniemany przywódca jednej z krakowskich grup przestępczych Jacek M., ps. Marchewa, i jego przyrodni brat Marek D.

Jak poinformował rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak, w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Krakowie i CBŚ uczestniczy też Wywiad Skarbowy Ministerstwa Finansów przy Urzędzie Kontroli Skarbowej.

Według Nowaka, grupa która, "wymyśliła i realizowała przestępczy proceder zajmowała się także handlem narkotykami, czerpaniem korzyści z prostytucji i wymuszeniami". (zel)



Temat: Kamiennogórska Specjalna Strefa Ekonomiczna
Kamienna Góra: Będzie więcej miejsca pod inwestycje

Alina Gierak
2009-07-14 23:43:14, aktualizacja: 2009-07-14 23:44:11

Obszar strefy ma być większy o 30 hektarów. Inwestorzy będą mieli miejsce na nowe fabryki.

Firmy od dawna pukały do specjalnej strefy ekonomicznej w Kamiennej Górze. Chciały właśnie w niej budować nowe fabryki. Ale terytorium strefy było za małe, więc inwestorzy czekali na jej powiększenie.

Od 20 lipca obszar specjalnej strefy ekonomicznej w Kamiennej Górze powiększy się o 30 hektarów. Rada Ministrów już się na to zgodziła.
Po zmianie strefa będzie obejmować prawie 369 hektarów. Przyłączane teraz tereny znajdują się w Gryfowie Śląskim i w Dobroszycach, w powiecie oleśnickim.
- Poszerzaliśmy strefę pod konkretnych inwestorów - wyjaśnia Danuta Lewandowska z SSE w Kamiennej Górze. To normalna procedura - dodaje.

W dwóch nowych podstrefach już planowane są inwestycje. W Gryfowie zagospodarowane zostaną obiekty po upadłej Fabryce Nawozów Fosforowych. Luvena S.A. wybuduje także kolejne hale. Przeznaczy na to około 30 mln zł. Przy produkcji nawozów zastosuje rozwiązania technologiczne, jakie nie były dotychczas stosowane na polskim rynku. W zakładzie powstanie 30 nowych miejsc pracy.

W Dobroszycach pracę znajdzie ponad 200 osób. Nowa firma Grupy Kronospan Polska produkować będzie tu meble, a z czasem także galanterię meblową. Inwestycja jest wyceniona na blisko 72 mln zł.
- Nowe rozporządzenie Rady Ministrów zwiększa także obszar naszej strefy w Lubaniu o prawie 4,5 ha, w Ostrowie o 5,5 ha - wylicza Iwona Krawczyk, prezes kamiennogórskiej strefy.
Jednocześnie zostaną wyłączone ze strefy tereny, które nie spotkały się z zainteresowaniem inwestorów.

Aby rozpocząć budowę fabryk na nowym obszarze, przedsiębiorcy muszą wcześniej uzyskać zezwolenie na inwestowanie w specjalnej strefie ekonomicznej. Firmy działające w takich strefach korzystają z ulg podatkowych i innych zachęt, by prowadziły działalność właśnie tutaj.

Najprężniej spośród podstref kamiennogórskich działają Wykroty. Rozpoczęły się tam prace przy budowie nowego zakładu koncernu Toyota. Firma zamierza produkować tu ramy oraz pokrycia siedzeń samochodowych. Będzie je dostarczać do montowni należących do grupy Toyota Boshoku w Europie. Pracę w Wykrotach znajdzie około 400 osób. Produkcja ruszy z początkiem 2011 roku. Wartość inwestycji wynosi około 100 mln zł.

W imponującym tempie powstaje także zakład, który w Kamiennej Górze produkować będzie urządzenia dla branży papierniczej.
O powiększeniu strefy myślą także w Legnicy.
- Ale nie składaliśmy jeszcze wniosku do Rady Ministrów o zgodę na zwiększenie obszaru - mówi Maciej Rojowski z WSS Legnica.

W Wałbrzychu znacznie powiększyli terytorium w ubiegłym roku. Do Invest Parku dołączono 100 hektarów. Powstało wtedy sześć nowych podstref.

Strefy z nowymi technologiami i miejscami pracy

Na Dolnym Śląsku są trzy specjalne strefy ekonomiczne: w Wałbrzychu, Legnicy i Kamiennej Górze. Największy jest wałbrzyski Invest Park. Ma 38 podstref. Jest w nich 128 firm, które zatrudniają łącznie 30924 osoby. W SSE Legnica jest osiem podstref. W 54 działających tu firmach pracuje 8350 osób.
W strefie kamiennogórskiej mają 16 podstref. Swoje zakłady utworzyło tu 41 przedsiębiorstw. Dają pracę 4037 osobom. Fabryki, które działają w strefach, wykorzystują najnowocześniejsze technologie i spełniają standardy ochrony środowiska.

http://www.polskatimes.pl/gazetawroclawska/pieniadze/



Temat: Czarna mafia
Afera korupcyjna: Zatrzymanych łączy mecz Piast - Świt

Zatrzymanych przez wrocławską policję b. sędziego międzynarodowego Aleksandra S. oraz trzech piłkarskich arbitrów II-ligowych Zbigniewa R., Hieronima T. i Roberta H. łączy mecz Piasta Gliwice ze Świtem Nowy Dwór Maz. z 14. kolejki ostatniego sezonu.

23 października 2004 roku w Gliwicach Piast pokonał Świt 2:1 (2:1).

Mecz jako główny prowadził Zbigniew R., a na liniach pomagali mu Hieronim T. i Robert H. Wszyscy ci sędziowie reprezentują Kolegium Sędziów Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej. Obserwatorem arbitrów z ramienia PZPN był Aleksander S. z Krakowa.

"Pracę arbitrów obserwator PZPN ocenił na 8,2 pkt - poinformował Leszek Saks z Działu Sędziowskiego PZPN. - Według przepisów związkowych za dobre prowadzenie zawodów sędziowie otrzymują noty między 7,0 a 7,9. Obserwator wystawia ocenę od 8,0 do 8,5 jeśli poziom sędziowania jest bardzo dobry, z tym, że 8,5 oznacza już sędziowanie bezbłędne, niemal perfekcyjne".

"Przeciętnie oceny sędziów wahają się między 7,8 a 8,1" - dodał Saks.

"Różnice w ocenach sędziów są niewielkie, więc nawet różnica 0,1 ma w obliczu całego sezonu duże znaczenie. Jedna wpadka w postaci noty 7,5 czy 7,6 może zadecydować o spadku do niższej klasy. Dlatego arbitrzy walczą o każdy ułamek punktu" - powiedział proszący o zachowanie anonimowości jeden z sędziów trzeciej ligi.

"Pamiętam, że sędzia R. nie uznał nam bramki i mieliśmy po meczu trochę pretensji do niego - powiedział ówczesny trener Świtu Jerzy Masztaler. - Ale przyznam też szczerze, że były w ostatnim sezonie spotkania, po których miałem większy żal do arbitra".

"Miesiąc wcześniej pan R. prowadził nasz mecz w Polkowicach, przegrany przez Świt 0:1. Po tym spotkaniu na znak protestu nie podpisaliśmy protokołu sędziowskiego i zostaliśmy wezwani na posiedzenie Wydziału Dyscypliny. Tam poprosiliśmy, by arbitrzy z Poznania w miarę możliwości nie byli wyznaczani na nasze mecze. Trzy dni później w Gliwicach sędziował nam Zbigniew R. i piłkarze byli bardzo zniesmaczeni jego decyzjami" - powiedział prezes Świtu Jacek Kowalski.

Spotkanie 23 października w Gliwicach nie było pierwszym meczem Piasta w sezonie 2004/05, które prowadził Zbigniew R. 14 sierpnia sędziował mecz 3. kolejki MKS Mława - Piast. Goście wygrali 1:0, a przez ostatnie kilka minut zespół z Mławy grał w osłabieniu, gdyż jeden z piłkarzy otrzymał czerwoną kartką.

Obserwatorem tego spotkania był Edward Heldt ze Słupska i pracę sędziów ocenił na 8,0.

Do kwietnia tego roku prezesem Piasta Gliwice był Marcin Ż., były piłkarz i sędzia ligowy, m.in. asystent przebywającego od końca maja w areszcie Mariana D. W ostatni czwartek Marcin Ż. również został zatrzymany przez wrocławską policję, w sobotę został aresztowany na miesiąc, a w poniedziałek po wpłaceniu kaucji w wysokości 150 tys. opuścił areszt.

Trójka sędziowska Zbigniew R., Hieronim T. i Robert H. prowadziła także inny mecz drugiej ligi, który wzbudził spore kontrowersje. 3 września 2004 roku Arka Gdynia pokonała Zagłębie Sosnowiec 2:1 (1:1), a decydującą bramkę gospodarze zdobyli z rzutu karnego. Obserwator PZPN Krzysztof Wylot z Warszawy ocenił pracę arbitrów na 8,2.

Cytowany na stronie internetowej klubu z Sosnowca trener Zagłębia Krzysztof Tochel po meczu powiedział: "W pewnym momencie gra się bardzo wyrównała i było prawdopodobne, że kto strzeli bramkę ten wygra. Ci co znają piłkę doskonale wiedzą jak wyglądała sprawa. "Czarny" doskonale pilnował do momentu strzelenia przez Arkę drugiej bramki, a od tego momentu już było pozytywne sędziowanie".

W środę w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu odbyło się przesłuchanie sędziego Roberta H. Przesłuchiwanym dzień wcześniej Zbigniewowi R. i Hieronimowi T. postawiono zarzuty "o charakterze korupcyjnym". Sędziowie mieli przyjąć 7 tys. zł w zamian za "ustawienie" wyniku drugoligowego meczu. Wynik miał być korzystny dla gospodarzy spotkania.

Prawdopodobnie jeszcze w środę do wrocławskiego sądu trafią wnioski o aresztowanie zatrzymanych.

W związku z prowadzonym przez policję i Prokuraturę Okręgową we Wrocławiu śledztwem dotyczącym "ustawiania" za pieniądze wyników spotkań w polskiej lidze piłkarskiej w ciągu półtora miesiąca zatrzymano w sumie osiem osób. Oprócz obserwatorów PZPN Mariana D. i Aleksandra S., sędziów drugoligowych Zbigniewa R., Hieronima T. oraz Roberta H. i działacza Marcina Ż., policja zatrzymała, a sąd aresztował na trzy miesiące dwóch arbitrów ekstraklasy Antoniego F. i Krzysztofa Z.

(Onet.pl)




Temat: Intar Lazur Ostrów - Unibax Toruń 43:46
Intar Lazur Ostrów przegrał u siebie z Unibaksem Toruń 43:46 w czwartkowym sparingu. W ekipie gości pierwszy występ po kontuzji zaliczył Karol Ząbik, który zdobył osiem punktów. W Intarze najlepiej wypadł Mikael Max - 11 "oczek" + bonus.

W zespole toruńskim cieszy przede wszystkim powrót na tor Karola Ząbika po kontuzji obojczyka. Wychowanek Apatora przez okres pauzy nie zapomniał jak się jeździ i okazał się najlepszy w pierwszym biegu. - Nie jest źle, myślałem, że będzie gorzej. Ból nie doskwiera mi tak bardzo żebym nie mógł jeździć - mówił po spotkaniu Indywidualny Mistrz Świata Juniorów.

Po dwóch biegach remisowych szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy. Tuż po starcie gonitwy trzeciej defekt zanotował Robert Kościecha, a kilkadziesiąt sekund później Alan Marcinkowski. Tym samym para Intaru Lazur - Łukasz Jankowski - Lubos Tomicek przywiozła do mety 5 punktów.

W wyścigu piątym ten sam duet ostrowskiego zespołu przegrał w podwójnych rozmiarach z Wiesławem Jagusiem i Adrianem Miedzińskim. Intar Lazur prowadził wtedy 15:14.

Przyjezdni na prowadzenie wyszli po biegu numer 7, gdzie zwyciężył Ryan Sullivan przed Mariuszem Węgrzykiem, Karol Ząbikiem i startującym gościnnie Niemcem, Robertem Hauptem. Australijczyk w barwach Unibaxu był dziś bardzo dobrze przygotowany i nie zaznał porażki na torze.

Największym pechowcem meczu był Węgrzyk, któremu dwukrotnie sprzęt odmówił posłuszeństwa na punktowanych pozycjach. W biegu dziewiątym znajdował się on na czele stawki, jednak na trzecim okrążeniu z powodu defektu nie dojechał do mety. Po raz drugi popularny „Mario” zmuszony był zjechać z toru z tego samego powodu w gonitwie numer 14, kiedy wiózł 2 „oczka”.

Kibicom najbardziej mogła się podobać dwunasta gonitwa, kiedy dobrym startem popisał się Tomicek, a na czoło stawki dołączył do niego Jankowski, zostawiając z tyłu parę Ząbik – Jaguś. Popularny „Jankes” pomknął do przodu, Czecha w barwach Intaru Lazur na trzecim okrążeniu minęli dwaj rywale. Do samego końca o zwycięstwo walczył, Ząbik, który na mecie minimalnie wyprzedził Jankowskiego. Z wyniku 5:1 dla gospodarzy zrobiło się 2:4 dla Unibaxu i zespół ten osiągnął najwyższą przewagę (32:39).

W ostatnich trzech startach drużynie Intaru Lazur udało się odrobić część strat, ale to tylko dlatego, że trener gości Jan Ząbik potraktował je szkoleniowo desygnując do walki młodzieżowców. Szansę startu otrzymał startujący, na co dzień w PSŻ Poznań Maciej Piaszczyński.

Trener ostrowskiej drużyny po raz pierwszy w tym sezonie miał okazję przyjrzeć się Mikaelowi Maxowi, który po nie udanym poprzednim sezonie bardzo chce powrócić do swojej dobrej dyspozycji. Zawodnik ten w meczu przeciwko Unibaxowi wywalczył 11 punktów, ale na razie jeszcze nie był w stanie zagrozić takim zawodnikom jak Sullivan czy Jaguś. - Był to jego pierwszy start spod taśmy, było widać na początku, że jego motocykl nie szedł. Sam zawodnik jeszcze nie jest tak wjeżdzony jakbyśmy sobie życzyli. W końcówce pokazał, że potrafi się ścigać i życzyłbym mu żeby wrócił do dobrej dyspozycji - skomentował występ szwedzkiego żużlowca Lech Kędziora.

Intar Lazur Ostrów 43
9. Mariusz Węgrzyk (3,2,d,2,d) 7
10. Roberto Haupt (0,0,-,-) 0
11. Łukasz Jankowski (3,0,2,2,3) 10
12. Lubos Tomicek (2,1,0,0) 3
13. Mikael Max (2,2,2,3,2*) 11+1
14. Marcin Liberski (2,1,1*,1) 5+1
15. Sebastian Brucheiser (1*,1*,2,1,2) 7+2
16. Karol Sroka NS

Unibax Toruń 46
1. Wiesław Jaguś (2,3,3,1) 9
2. Adrian Miedziński (1*,2*,0,2,3) 8+2
3. Robert Kościecha (d,3,3,3) 9
4. Alan Marcinkowski (d,d,-,-) 0
5. Ryan Sullivan (3,3,3,-) 9
6. Karol Ząbik (3,1,1,3) 8
7. Damian Stachowiak (0,-,1,d,1) 2
8. Maciej Piaszczyński (0,0,1,d) 1

Bieg po biegu:
1. Ząbik (65,21), Liberski, Brucheiser, Stachowiak 3-3
2. Węgrzyk (66,76), Jaguś, Miedziński, Haupt 3-3 (6-6)
3. Jankowski (67,05), Tomicek, Marcinkowski (d3), Kościecha (d/start) 5-0 (11-6)
4. Sullivan (65,10), Max, Brucheiser, Piaszczyński (Stachowiak) 3-3 (14-9)
5. Jaguś (65,95), Miedziński, Tomicek, Jankowski 1-5 (15-14)
6. Kościecha (66,83), Max, Liberski, Marcinkowski (d4) 3-3 (18-17)
7. Sullivan (66,83), Węgrzyk, Ząbik, Haupt 2-4 (20-21)
8. Jaguś (66,48), Max, Liberski, Miedziński 3-3 (23-24)
9. Kościecha (68,44), Brucheiser (Haupt), Stachowiak (Marcinkowski), Węgrzyk (d1) 2-4 (25-28).
10. Sullivan (66,77), Jankowski, Ząbik, Tomicek 2-4 (27-32)
11. Kościecha (68,04), Węgrzyk, Liberski, Stachowiak (d4) (Marcinkowski) 3-3 (30-35)
12. Ząbik (67,96), Jankowski, Jaguś, Tomicek 2-4 (32-39)
13. Max (67,30), Miedziński, Brucheiser (Haupt), Piaszczyński (Sullivan) 4-2 (36-41)
14. Miedziński (68,32), Brucheiser, Piaszczyński, Węgrzyk (d2) 2-4 (38-45)
15. Jankowski (67,75), Max, Stachowiak, Piaszczyński (d3) 5-1 (43-46)



Temat: Pamiętajcie....

Jest sobotni, majowy poranek. Piękna, słoneczna pogoda. "Kościuszko" poprzedniego wieczora wrócił z Chicago. Lot przebiegł bez emocji. Dziś startować ma do Nowego Jorku. Lot czarterowy. Również przygotowania do tego lotu przebiegają normalnie. Emocje przeżywa tylko dwoje pasażerów, mających kłopoty z odprawą celną. Pani Janina Szulc, od kilku miesięcy mieszkająca w New Jersey, nie zgłosiła do odprawy dwóch drogich futer. Celnicy dokopali się do nich. Formalności z wypisywaniem dodatkowych dokumentów przeciągają się. "Kościuszko" nie czeka. Pani Janina klnie w duchu drobiazgowych celników. Półtorej godziny później będzie ich błogosławić, rzucać się na szyję przybitym wiadomością o katastrofie ludziom na Okęciu z okrzykiem: "Ja żyję! W poniedziałek zaś wręczy skrupulatnemu celnikowi ogromny bukiet kwiatów.

Pokład jest pełen ludzi. Nad stu siedemdziesięcioma dwoma podróżnymi (w tym siedemnastoma z paszportami USA i dwudziestoma pięcioma Polakami zamieszkałymi za granicą) czuwa jedenastoosobowa załoga. Pierwszym pilotem "Kościuszki" jest tego dnia kapitan Zygmunt Pawlaczyk, 59 lat, jako pilot cywilny w PLL LOT od 1955 r. Łącznie prawie dwadzieścia tysięcy godzin w powietrzu, w tym jako dowódca IŁ-62 - 3725 godzin lotu. Niewielu kolegów dorównuje mu doświadczeniem. Oprócz niego załogę tworzą II pilot Leopold Karcher (2357 godzin na IŁ-62), radiooperator, nawigator, dwóch mechaników pokładowych i pięć stewardes. Na pokładzie jest także troje innych pracowników LOT-u, w tym naczelny lekarz służby lotniczo-lekarskiej, Jan Skibniewski, udający się na kongres do Las Vegas.

Najstarszą osobą w samolocie jest 95-letnia Amerykanka pochodzenia polskiego - Kazimiera Hanson-Adrian, najmłodszą - lecąca z rodzicami półtoraroczna Yvette Victoria Trubisz, najurodziwszą bodaj - młodsza stewardesa, 24-letnia Beata Płonka, wysoka blondynka z pięknymi włosami. "Była naszą prawdziwą gwiazdą, chcieliśmy ją wszędzie wysyłać, żeby nas reprezentowała" - będzie później opowiadał o niej zastępca kierownika wydziału personelu pokładowego w LOT. Na innych pasażerów będą czekać za oceanem bliscy. Dziesięcioletnia Maggie Barszczewska przyjedzie na lotnisko Kennedy'ego z ojcem, aby powitać mamę. Bracia Głęboccy z Buffalo czekać będą na trzeciego brata, Romana, którego nie widzieli od dziesięciu lat. Stewardesa Małgorzata Ostrowska cieszy się na spotkanie w Nowym Jorku z mężem, także stewardem...

Godzina 10.17. Rozpoczyna się długi, trwający około minuty start. Samolot, poza załogą, pasażerami i ich bagażem, musi podźwignąć w powietrze siedemdziesiąt trzy tony paliwa. Opuszcza lotnisko. Teraz przez najbliższe dwadzieścia trzy minuty będzie mozolnie wznosił się podróżnego pułapu dziesięć tysięcy metrów.

Nie osiągnie tej wysokości. Po dwudziestu trzech minutach, gdy wskaźniki wysokości pokażą osiem tysięcy dwieście metrów, a "Kościuszko" będzie przelatywał nad miejscowością Warlubie, niedaleko Grudziądza, rozegra się pierwszy akt tragedii. Jej echa zarejestrują pokładowe magnetofony.

O godzinie 10.40. w kabinie pilotów niespodziewanie rozlega się sygnał, informujący o wyłączeniu pilota automatycznego i rozhermetyzowaniu kadłuba. Chwilę później z pokładu dobiega zdenerwowany głos:

- Pożar. Co jest? Pewnie pożar. Ten pierwszy płonie! Warszawa?! Dwa silniki poszły! Nie mamy sterów.

Upływa niespełna minuta:




Temat: Klub Protector Ostrów Wielkopolski
Klub dyskotekowy Protector w Ostrowie Wlkp przy ulicy Staroprzygodzkiej to jeden z największych klubów w Polsce. Posiada 3 sale taneczne z niesamowitym wystrojem oraz 6 barów gdzie można spokojnie ugasić pragnienie. Lokal posiada profesjonalne nagłośnienie i oświetlenie za klimat na największej z sal czyli sali trance/techno odpowiada DJ Krecik. Jedna z 3 sal jest sala dance która posiada wystrój w stylu rzymskim.Rezydentem tej sali jest DJ Biały.Na pietrze znajduje sie sala RNB, na ktorej gra DJ Rafii. Klimatu oraz wystroju nie da się opisać to trzeba samemu zobaczyć. Posiadamy profesjonalna obsługę oraz ochronę która zapewnia bezpieczeństwo nie tylko w lokalu ale również na parkingu.

Zagrali u nas m.in.:

Sala TRANCE/TECHN
O:

2007:

Ronski Speed (10.11.)

Kyau & Albert (20.10.)

CJ Stone (30.06.)

Ernesto vs Bastian (16.06. - III Urodziny Klubu)

Marc Van Linden & DJ Matys (02.06.)

Angelo Mike (26.05.)

John O'Callaghan (05.05.)

Stoneface & Terminal (21.04.)

Sander Van Doorn (10.02)

Tiddey (03.02)

Joy Kitikonti & Greg Access (27.01)

Mark Norman (13.01.)

2006:

Ronald Van Gelderen (02.12.), John O'Callaghan (04.11.), Menno De Jong (28.10.), Peran Van Dijk, Alien (21.10.), Danzel (07.10.), Kamil Polner, Eddie Sender, DJ Bounce (09.09.), White Protector Tour - Dragon & Maxx (02.09.), Marcel Woods (19.08.), 4 Strings, Tiddey (05.08.), Nenes, Nitrous Oxide (08.07.), John Marks (24.06.), Marc Van Linden, Greg Downey, DJ Matys (17.06.-drugie urodziny), Sanda Flyn (10.06.), Angelo Mike (27.05.), Michael Parsberg (Safri Duo), DJ Matys (13.05.), Galen Behr (22.04.), Mr. Sam, Peter Pain (11.02.), Martin Roth (04.02), E-Craig (14.01)

2005:

Jonas Steur (22.10.), Ridgewalkers (13.08.), Woody Van Eyden (18.06-pierwsze urodziny), Blank & Jones (07.05.), Peran Van Dijk, Tiddey (23.04.), Tomcraft (05.02.), Randy Katana (15.01.)

2004:

Bad Habit Boys (08.10.), DJ Boldy (24.09.), DJ Krid-P (04.09.), Niels De Vries (03.09.), Yomanda (21.08.), DR. Motte, DJ Matys (07.08.)

-----

Pedro Del Mar, Club Caviar, Alex MORPH, Westbam, Kaylab, The Matrix, Steve Murano, Ron Van Den Beuken, Svenson

Sala DANCE:

2007:

Akcent (24.11.)

Isis Gee (10.11.)

East Clubbers (13.10.)

Feel (29.09.)

September (15.09.)

Boys (25.08.)

Ivan Komarenko (21.07.)

Jay Delano (09.06.)

DJ Puoteck (19.05.)

Łzy (14.04.)

Gosia Andrzejewicz (13.01.)

2006:

Doda & Virgin (18.11.), Sumptuastic (04.11), Ewa Sonnet (15.07.), Mandaryna (17.06-drugie urodziny), Queens (27.05.)

2004:

Ivan i Delfin (01.08.)

Sala RNB:

2007:

Tede (03.11.)

Peja & DJ Decks (06.10.)

DJ Scream & Aro (16.06. - III Urodziny Klubu)

2005:

Jeden Osiem L (17.06.), Trzeci Wymiar (21.01.)

-----

Liber i Doniu, WWO

P.S: Na stronie www.klubprotector.pl wszystkie Newsy, Sety oraz Fotki z Imprez DOWNLOAD !! Zapraszam



Temat: [Dolny Śląsk] Inwestycyjny BOOM 2008...
Wrocławianin i szefowie czeskiego browaru chcą w Radkowie produkować Górską Perłę

Piwosze z Radkowa już zacierają ręce. Pamiętają produkowaną w ich browarze Górską Perłę. Piwo ma jednak nie tylko cieszyć ich kubki smakowe, ale promować miasto i region.

W lutym władze Radkowa chcą podpisać porozumienie z Ryszardem Kempińskim, biznesmenem z Wrocławia, który jest właścicielem budynków dawnej wytwórni piwa, a także szefami czeskiego browaru z pobliskiego Broumova (produkują piwo Opat). Wszystkie trzy strony są zainteresowane ponownym uruchomieniem produkcji w Radkowie.
Czesi otworzą rozlewnię
– Dla miasta takie lokalne piwo to znakomita promocja – mówi Jan Bednarczyk, burmistrz Radkowa. – Wspólnie z Ryszardem Kempińskim od ponad roku zabiegaliśmy, by zainteresować przedsięwzięciem stronę czeską. I w końcu udało się.
– Razem z Czechami łatwiej będzie nam starać się o pieniądze na uruchomienie produkcji – dodaje Kempiński, który z Radkowem związał się kilka lat temu, kiedy kupił zrujnowane kamienice w centrum miasta. Wyburzył je i zbudował dwa nowe domy. – Czesi w pierwszej kolejności chcą otworzyć w Radkowie rozlewnię własnego piwa, a później dopiero uruchomić produkcję.
Czekają w pijalniach
Koszt przedsięwzięcia szacuje się na ponad 10 mln zł. Budynek browaru wymaga kapitalnego remontu i zainstalowania nowej linii produkcyjnej.
Miejscowi już zacierają ręce, bo doskonale pamiętają smak Górskiej Perły.
– To było znakomite piwo, doskonale je pamiętam, a wyjątkowy smak zawdzięczało naszej górskiej wodzie – mówi Adam Przybyłek.
– W sezonie letnim, dziennie, sprzedawaliśmy nawet kilka stulitrowych beczek Górskiej Perły – dodaje Beata Ostrowska, barmanka z pijani piwa w centrum miasta. – Jeśli znowu zaczną ją produkować, to na pewno pojawi się w tutejszych barach, restauracjach i pijalniach. •
r.piela@gazeta.wroc.pl
historia Złocistego
płynu w regionie
• Radkowski browar zbudowano w 1884 roku. W związku z tym, że ten rejon Dolnego Śląska ominęły działania
wojenne, piwo produkowano u podnóża Szczelińca Wielkiego nieprzerwanie
aż do 1997 roku.
Trafiało wyłącznie na lokalny rynek. Po II wojnie światowej napój chmielowy z tego browaru można było
kupić głównie w dawnym województwie wałbrzyskim. Najbardziej znane gatunki to Radków Full Light i Górska Perła.

• W lutym ubiegłego
roku na Dolnym Śląsku w ogóle przestano warzyć piwo. Wtedy w poważne tarapaty finansowe wpadł ostatni czynny w województwie browar w Lwówku Śląskim.

• Przed II wojną światową małe, lokalne browary produkowały piwo
niemal w każdym mieście. W samym tylko Kłodzku było aż osiem browarów. Upadek tego przemysłu zaczął się w latach
90. ubiegłego wieku,
kiedy na polski rynek zaczęły wchodzić wielkie zagraniczne koncerny piwowarskie.

Romuald Piela - POLSKA Gazeta Wrocławska

http://klodzko.naszemiasto.pl/wydarzenia/817703.html



Temat: FINANSE
W środę wchodzi w życie ustawa o pomocy w spłacie kredytów

PAP - 04-08-2009
W środę, 5 sierpnia, wchodzi w życie ustawa o pomocy państwa bezrobotnym w spłacie kredytów hipotecznych. Zdaniem wiceminister pracy Czesławy Ostrowskiej, prawdopodobne jest, że pierwsze wnioski o pomoc w spłacie kredytów hipotecznych bezrobotni będą mogli składać już w połowie sierpnia.
Ministerstwo pracy przygotowało rozporządzenie wykonawcze do ustawy. "Rozporządzenie zostało już skierowane do publikacji w +Dzienniku Ustaw+ i wejdzie w życie w najbliższych dniach" - poinformowało Biuro Prasowe resortu.

Do uruchomienia pomocy potrzebne jest jeszcze podpisanie umowy między resortem pracy a Bankiem Gospodarstwa Krajowego, który będzie przekazywał pieniądze na konta kredytobiorców.

"Z naszej strony wszystko jest gotowe. Bezrobotni będą mogli składać wnioski o pomoc zaraz po podpisaniu umowy BGK z Ministerstwem Pracy, a to może nastąpić dopiero po wejściu w życie ustawy. Wszystko wskazuje na to, że będą to najbliższe dni. To zaś oznacza, że około połowy sierpnia pomoc w spłacie kredytów zostanie uruchomiona i pieniądze trafią na konta bezrobotnych w bankach, w których zaciągnęli oni kredyty na zakup mieszkania" - powiedziała we wtorek PAP rzecznika prasowa BGK Ewa Balicka-Sawiak.

Rozporządzenie wykonawcze do ustawy określa wzory wniosków, które będą składali ubiegający się o pomoc, zaś umowa BGK z ministerstwem - zasady rozliczeń tego banku między Funduszem Pracy, z którego mają pochodzić pomocowe pieniądze.

Jak poinformowała Balicka-Sawiak, we wniosku do BGK będą musiały się znaleźć informacje na temat łącznej kwoty zadłużenia, wysokości miesięcznych rat i terminu, na jaki został udzielony kredyt. Zaznaczyła, że bezrobotny będzie też musiał złożyć do urzędu pracy, w którym jest zarejestrowany, wniosek z prośbą o pożyczkę wraz z wyjaśnieniem swojej sytuacji życiowej, uniemożliwiającej mu samodzielną spłatę zadłużenia. Urząd przekaże go staroście, który w ciągu miesiąca wyda decyzję o przyznaniu prawa do pomocy lub o odmowie. Następnie przekaże ją BGK.

"Jeśli decyzja będzie pozytywna, bank w ciągu kilku dni przeleje pieniądze na konto wnioskodawcy w banku, w którym ma on kredyt hipoteczny" - zapewniła Balicka-Sawiak.

Ustawa o pomocy państwa w spłacie kredytów hipotecznych zakłada udzielanie rocznej pożyczki osobom, które straciły pracę po 1 lipca 2008 r. Muszą one zarejestrować się jako bezrobotne w urzędzie pracy i mieć zaciągnięty kredyt na nabycie jedynego mieszkania lub domu.

Bezrobotni będą mogli uzyskać od państwa maksymalnie 1,2 tys. zł miesięcznie. Ostatnie wnioski będą mogli składać 31 grudnia 2010 r. Potem ustawa traci moc. Po otrzymaniu ostatniej transzy pożyczki nastąpi dwuletni okres karencji. Potem przez osiem lat trzeba będzie spłacać ją w równych ratach. Pożyczka nie będzie oprocentowana ani obciążona jakimikolwiek dodatkowymi opłatami.

Skorzystają z niej również osoby, które prowadziły działalność na własny rachunek, ale w związku z kryzysem musiały z niej zrezygnować. Pomocą objęci zostaną też małżonkowie posiadający wspólnotę majątkową, nawet jeżeli pracę utraciło tylko jedno z nich. W wyjątkowych okolicznościach, np. utrzymującej się złej sytuacji finansowej kredytobiorcy, spłata pożyczki będzie mogła być rozłożona na więcej rat, odroczona, a nawet umorzona.

Rząd przewiduje, że na pożyczki Fundusz Pracy będzie musiał przeznaczyć ok. 440 mln zł. Jak wielokrotnie zapewniała minister pracy Jolanta Fedak, pieniądze na ten cel są i na pewno ich nie zabraknie. Pochodzą one częściowo ze rezerwy Funduszu, a częściowo z prywatyzacji.



Temat: Porowski siedzi /dluuugie/
Kolejny znajomy bylego posla z Sosnowca znalazl sie na wlasciwym miejscu....

Za PAP:

17.10.Katowice(PAP)- Kilkusettysięczne łapówki - w złotych i
dolarach - wręczał znany sosnowiecki biznesmen Krzysztof P.,
aresztowany w ubiegłym tygodniu. P. korumpował wysokich rangą
urzędników i przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości.

    "To może być kolejna +ośmiornica+" - twierdzi zastępca
prokuratora rejonowego w Sosnowcu Jerzy Engelking.

    "P. nie przyznaje się do winy. Podczas przesłuchania
przyłapaliśmy go na kłamstwie. Postawiliśmy mu osiem zarzutów,
pięć dotyczy wręczania korzyści majątkowych. Osoby, które je
przyjmowały to przedstawiciele wysokich kręgów administracji
rządowej i wymiaru sprawiedliwości. Zarzuty dotyczą dwóch nazwisk"
- powiedział we wtorek dziennikarzom Engelking.

    W sumie ilość osób zamieszanych w sprawę może przekroczyć 50.
Dotychczas prokuratura postawiła zarzuty P. i jego trzem
pomocnikom. To troje mieszkańców Sosnowca, jest wśród nich jedna
kobieta. Zastosowano wobec nich poręczenie majątkowe, dozór
policyjny i zakaz opuszczania kraju.

    Zarzuty postawione Krzysztofowi P. obejmują okres od 1992 r.
do 1998 r. Dotyczą oszustwa, czyli wyłudzenia zasiłków chorobowych
na szkodę Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na łączną sumę ponad 4
mln 837 tys zł. Dwa zarzuty dotyczą podżegania do składania
fałszywych zeznań, pozostałe - wręczania łapówek. Biznesenowi
grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

    Mechanizm wyłudzeń świadczeń z ZUS był prosty - Krzysztof P.
wpływał na szefów sześciu zależnych od siebie spółek, by
przyjmowali do pracy polecone przez niego osoby. Dostawały one
pensje w wysokości ok. 10-30 tys. zł, przy czym nie miały
pracować, tylko jak najszybciej "zachorować". Krzysztof P. też
"chorował" i pobierał pieniądze z ZUS.

        Do 30 dni choroby zasiłek wypłaca firma, a od 31 dnia ZUS.
Wysokość zasiłku jest zależna od zarobków.

        Figuranci przedstawiali fałszywe zaświadczenia lekarskie.
Niektórzy pracowali w tym czasie w innym miejscu. "To nie zawsze
byli prezesi firm, ale ludzie, do których Krzysztof P. miał
zaufanie. Szacujemy, że może to być do 10 osób" - mówił prok.
Engelking.

    P. wyłudził też prawdopodobnie duże sumy z tytułu nienależnego
zwrotu podatku VAT, jednak zebrane materiały nie wystarczyły na
razie, by postawić mu zarzuty. Tę sprawę bada obecnie Urząd
Kontroli Skarbowej w Katowicach.

    "O kontaktach Krzysztofa P. z wymiarem sprawiedliwości słychać
było od dłuższego czasu. Dlatego dla dobra śledztwa -mimo, że
ręczę za wszystkich pracowników mojej instytucji i mam do nich
zaufanie - nad sprawą pracowało tylko czterech prokuratorów. Mam
nadzieję, że skierowanie wniosku o tymczasowe aresztowanie ucięło
bezpodstawne domysły o wpływie Krzysztofa P. na decyzje
Prokuratury Rejonowej w Sosnowcu" - dodał Engelking.

    Jak doniosła we wtorek "Rzeczpospolita", w sprawę zamieszany
może być jeden z wiceprezesów Sądu Okręgowego w Katowicach.

    Decydujące dla sprawy okazały się akta komornicze, które
umożliwiły weryfikację wyjaśnień podejrzanych. Sprawę przejęła
Prokuratura Okręgowa w Katowicach.

        Krzysztofa P. zatrzymali funkcjonariusze katowickiej
delegatury Urzędu Ochrony Państwa. "Wiele zawdzięczamy ofiarnej
pracy szeregowych funkcjonariuszy. Gdyby współpraca z ich szefami
układała się lepiej z całą pewnością byłoby w tej sprawie więcej
zatrzymań" - dodał Engelking.

        P., zaskoczony przez funkcjonariuszy UOP w swoim domu w
Międzybrodziu Żywieckim, symulował omdlenie. Kierowca karetki,
która wiozła go do szpitala nie mógł uwierzyć, że to jedna z
najlepiej znanych osób w mieście. "W zeszłym tygodniu widziałem go
w mercedesie, a teraz ja go wiozę" - mówił.

        Sprawa ma wiele wątków, w niektórych sprawach już toczą się
postępowania - np. przed Sądem Rejonowym w Sosnowcu toczy się
sprawa, w której oskarżony jest jeden z pomocników Krzysztofa P.
Inne trzeba było umorzyć z powodu braku materiałów, być może
zostaną jednak teraz wznowione. (PAP)

lun/ plo/





Temat: spec. bhp oskarżeni?
http://miasta.gazeta.pl/b...za_Jezewem.html

całość

Początek procesu w sprawie wypadku za Jeżewem
bdc2008-06-18, ostatnia aktualizacja 2008-06-18 19:41

Dopiero za czwartym razem, ale udało się rozpocząć proces, który pośrednio dotyczy katastrofy drogowej z udziałem maturzystów. Osiem oskarżonych osób nie przyznaje się do winy.

To dziwna sprawa. Choć żadna z osób zasiadających na ławie oskarżenia nie miała wpływu na to, co stało się na drodze, to każda z nich została powiązana z tym wypadkiem. Lekarka i kadrowa mają zarzuty nieumyślnego nieumyślnego spowodowania katastrofy drogowej, a specjaliści od bhp oraz księgowa - fałszowania dokumentów.

Najobszerniejsze wyjaśnienia złożyła doktor Ludmiła J., która wystawiła dla kierowcy - sprawcy wypadku - zaświadczenie o braku przeciwwskazań zdrowotnych do przewozu ludzi. A mężczyzna był chory na padaczkę, co go dyskwalifikowało jako kierowcę. Z wyjaśnień kobiety wynika, że szofer na badanie przyszedł bez skierowania od pracodawcy i wybłagał ją, by wydała zaświadczenie. Faktycznie miał skierowanie (zwykle jest tam określone, jakie badania trzeba wykonać), bo jego szefowie podejrzewali go o kłopoty ze zdrowiem.

- Zrobiłam mu rutynowe badania, zmierzyłam ciśnienie, sprawdziłam serce. Powiedział, że dobrze się czuje. Nie zgłaszał żadnych dolegliwości, więc nie było podstaw, aby kierować go na badania neurologiczne. Myślę, że celowo zataił fakt, że ma skierowanie. Wiedział, że z tym [padaczką - red.] nie będzie mógł pracować - tłumaczyła lekarka. Jak wyjaśniała dalej, o chorobie dowiedziała się dopiero po tragedii, kiedy była przesłuchiwana w prokuraturze.

Proces został przerwany do połowy lipca, kiedy przesłuchane będą rodziny kierowców, którzy zginęli w wypadku.

Główny wątek śledztwa dotyczący tragedii jeszcze jest wyjaśniany przez prokuraturę okręgową. Zarzuty w nim usłyszało już dwóch współwłaścicieli firmy turystycznej, która zorganizowała wyjazd (sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy drogowej). Wiele wskazuje na to, że w tej części sprawy akt oskarżenia trafi do sądu w końcu czerwca. Dalej będzie trwało wyjaśnianie np. okoliczności udzielania pomocy lekarskiej przez pogotowie ofiarom wypadku. Śledczy mają już ekspertyzę z zakresu medycyny ratunkowej w tej sprawie, ale ta wymaga dalszych analiz.

Tragedia maturzystów

Do wypadku doszło 30 września 2005 r. tuż po godz. 6. Na prostym odcinku drogi - za Jeżewem - autokar wiozący do Częstochowy maturzystów zderzył się czołowo z ciężarówką. Na miejscu zginęło dziewięcioro nastolatków, dwóch kierowców autobusu i jeden z tira. Kolejna osoba zmarła tydzień po tragedii w szpitalu na skutek poparzeń. Tuż po zderzeniu autokar stanął bowiem w płomieniach.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

GW nie podaje info o oskarzeniach w spr specjalistow ds BHP.



Temat: Ile waży koń trojański?


Ile waży koń trojański? Takie właśnie pytaje zadaje sobie jedenastoletnia Florka, córka Zosi, głównej bohaterki nowej komedii Juliusza Machulskiego. Natomiast jej mama, szczęśliwa posiadaczka drugiego męża (Kuby) i niestety również czasami ją nawiedzającego eksmęża (Darka), zadaje sobie zupełnie inne pytanie - co by było, gdyby poznała Kubę dużo wcześniej, jeszcze w 1987 roku, zanim zaszła w ciążę z Darkiem? Jak wtedy ułożyło by się jej życie?

W dodatku nadszedł ten przeklęty dzień jej czterdziestych urodzin! Mało tego - równocześnie jest to Sylwester '99 a świat szaleje ze strachu o to, co się stanie 1 dnia stycznia 2000 roku, czy komputery oszaleją?

Jak łatwo się domyśleć Zosia (bardzo dobrze zagrana przez Ilonę Ostrowską, znaną widzom z roli w serialu "Ranczo") będzie miała szansę sprawdzić, "co by było, gdyby". Niedługo po północy, już w Nowy Rok 2000, straciła przytomność i obudziła się... w samym środku późnego PRLu. Znów jest rok 1987, Darek jest jej mężem od trzech lat (z późniejszych wydarzeń wie, że już wtedy zdradzał ją na prawo i lewo) a ona ma nową szansę na ułożenie sobie życia z Kubą o osiem lat wcześniej zanim się poznali. Tylko pozostaje małe pytanie... gdzie jest Kuba? I co zrobić, żeby go przekonać do siebie? Wszystko utrudnia fakt, że wtedy Kuba był już żonaty!

Przyznaję, że wybierałem się na nowy film Machulskiego syna (który poza reżyserią jest również autorem scenariusza) z ogromną ciekawością - co nam serwuje mistrz polskiej komedii? I niestety trochę się rozczarowałem. Owszem, powrót do "ciekawych" lat osiemdziesiątych, kolejne spotkanie z PRLem, nieco gorzkawy posmak fabuły... wszystko fajnie, tylko temat został potraktowany wyjątkowo łagodnie, zabrakło mi dobrego pastiszu a nawet rozkład akcentów zdaje mi się być nieco chybiony, bo więcej było w tym filmie Darka, pierwszego męża, typowego cwaniaczka i lowelasa (w tej roli świetny Robert Więckiewicz) niż samego obiektu marzeń Zosi, czyli Kuby, autora scenariuszy filmowych (zagranego przez Macieja Marczewskiego, młodego aktora warszawskiego Teatru Współczesnego)! Owszem, film bywa chwilami zabawny, ale uśmiech bywa nieco wymuszony, brakło mi lekkiego puszczenia oka do widza.

To, czego brak w fabule, nadrabia jednak samo wykonanie filmu. Widać, że reżyser panuje nad sytuacją, miło się patrzy na pracę kamery (autorem zdjęć jest Witold Adamek) a wszysto zespolone jest przyjemną i trafnie dobraną dawką piosenek Maanamu. Aktorzy grają świetnie, koniecznie muszę wspomnieć o Mai Ostaszewskiej, która brawurowo i z pazurem zagrała Lidkę, pierwszą żonę Kuby i pani Danucie Szaflarskiej, jak zwykle cudownej, występującej w tym filmie jako babcia Zosi.

Jak wspomniałem wcześniej, fabuła zdaje mi się mieć z lekka gorzkawy posmak, nie wszystko jest żartem. Główna bohaterka, a wraz z nią część widzów mogących się z nią utożsamiać, musiała stanąć przed pytaniem - czy dobrze przeżyłam dotychczasowe życie? Co można było zmienić? Mimo, że to z założenia jest komedia, nie brak tu nutki melancholii wygranej na instrumencie uczuć.

Dlatego, pomimo kilku zastrzeżeń, polecam ten film nie tylko fanom Juliusza Machulskiego, ale każdemu. Warto!





Strona 2 z 3 • Zostało wyszukane 87 wypowiedzi • 1, 2, 3


 Menu
 : Strona Główna
 : Ostrów Wielkopolski Kod pocztowy
 : Ostrowski Portal Internetowy Forum
 : Ostrovia Ostrów Wlkp
 : Ostrów Mazowiecka Debiuty
 : Ostrów Mazowiecka Studia
 : Ostrów Wielkopolski Hotel
 : Ostrów Wlkp MPK
 : Ostrów Wlkp nieruchomości
 : Ostrowia place zabaw
 : Ostrowia WPC 80
 : Tabela wielkości fizycznych
 : technik ochrony fizycznej
 : właściwości fizyczne wody destylowanej
 : przemoc psychiczna fizyczna
 : przybory fizyczne
 : wlasciwosci fizyczne potasu
 : Jan Poprawa: wygrała osoba, która umie wzruszać
 . : : .
Powered by Wordpress | Designed by Elegant WPT